<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169</id><updated>2012-02-16T22:18:23.545+01:00</updated><category term='moda'/><category term='podróże'/><category term='miejsca'/><category term='muzyka'/><category term='wydarzenia'/><category term='info'/><category term='film'/><category term='kuchnia'/><category term='codzienność'/><category term='auto'/><category term='inspiracje'/><title type='text'>words &amp; photography</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>17</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-6001466601990041900</id><published>2011-12-18T17:06:00.001+01:00</published><updated>2011-12-18T17:06:52.616+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzienność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='auto'/><title type='text'>Cause I'm having a good time, having a good time!</title><content type='html'>Święta, Święta i po... robocie. :) Im bliżej do Świąt, tym ciężej zebrać się do kupy, żeby zrobić cokolwiek ku chwale mojej edukacji. Tak jak w zeszłym tygodniu (no, może tydzień przed tym zeszłym tygodniem...;)) mogłam siąść o każdej porze dnia i nocy i wykrzesać z siebie kilka(naście) stron projektu i Bóg wie czego, tak teraz czas przelatuje mi przez palce jak za dawnych, dobrych, pierwszorocznych czasów. Zrzucam to wszystko na świąteczne klimaty, które powoli wdzierają się w moje życie i dlatego staram się nie mieć wyrzutów sumienia. :) Raz kozie śmierć, conie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Prfo5Yu2w-0/Tu4K2BbUz6I/AAAAAAAAGJc/cANDCTVft20/s1600/wlosy3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="422" src="http://1.bp.blogspot.com/-Prfo5Yu2w-0/Tu4K2BbUz6I/AAAAAAAAGJc/cANDCTVft20/s640/wlosy3.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Na tą właśnie świąteczną atmosferę zrzucam też winę za zaistnienie na moim blogu tak dawno nie widzianych zdjęć z kategorii "auto". :) Jak by to można określić ich motyw przewodni - mam, to se majtam, czyli studium włosów mych.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Wracając jednak na te bardziej egzystencjonalno-życiowe tematy, to grudzień zleciał mi tak niewyobrażalnie szybko, że dopiero dzisiaj, gdy na mojej wiosce padał śnieg, dotarło do mnie, że faktycznie czegoś mi ostatnio brakowało i wiem już, czego - mrozów. :) Tygodnie pędziły jeden po drugim i tak naprawdę do dzisiaj jakoś nie odczuwam zmiany czasu na zimowy, że robi się wcześnie ciemno, ani tego, że ogólnie mamy już praktycznie ZIMĘ. Ostatnimi czasy myślami byłam dłuuuugo po Świętach, czyli w SESJI, która również nadejdzie tak szybko, jak Boże Narodzenie. 7 egzaminów i 2 mega projekty do zdania wydają się czymś niemożliwym na chwilę obecną, ale lubię sobie mówić, że nie z takich głębokich *up udawało mi się jakoś wykaraskać. :) Słowem klucz jest tutaj jednak to "jakoś", bo z racji ambicji na przyszłoroczne stypendium jakość na poziome "JAKOŚ" jest zdecydowanie niezadowalająca i dlatego chcę uruchomić wszystkie możliwe motorki w *upci i zasuwać jak nigdy. ;pp&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-jYvsE6Ks-1Y/Tu4K1HO0JoI/AAAAAAAAGJU/k_v2ktKY2A4/s1600/wlosy2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-jYvsE6Ks-1Y/Tu4K1HO0JoI/AAAAAAAAGJU/k_v2ktKY2A4/s1600/wlosy2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tak więc listopad i grudzień do dzisiaj upłynęły mi przede wszystkim na ogarnianiu wszystkiego. Jednak po czwartkowej imprezie zatęskniłam za stanem nicnierobienia, czystego konta i totalnego braku roboty i dlatego z utęsknieniem wyczekuję tych magicznych kilku dni między sesją a nowym semestrem, kiedy to mam zamiar obijać się do granic możliwości i bawić się do upadłego. :) Wspominając jednak o czwartkowych wojażach muszę przyznać, że dawno nie bawiłam się tak dobrze i tak mocno i tak &lt;b&gt;studencko, &lt;/b&gt;mając tu jednak na myśli same dobre rzeczy. :) No, może znajdzie się kilka wyjątków (&lt;i&gt;idąc na imprezę integracyjną z parlamentem uczelnianym NIE MÓW ZA DUŻO - taka rada cioci Hani&lt;/i&gt;), ale tak czy siak - już zacieram rączki na powtórkę.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-T1SDncRvYO4/Tu4K25Hu79I/AAAAAAAAGJk/Ixu2SqQRdoo/s1600/wlosy4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-T1SDncRvYO4/Tu4K25Hu79I/AAAAAAAAGJk/Ixu2SqQRdoo/s1600/wlosy4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Chyba na tyle mam dla Was dzisiejszego przekazu. Nie odzywałam się dawno, ale miałam fazę na modę (w sumie nadal mam, ale się opanowuję) i nie chciałam tutaj mieszać za bardzo tą dziedziną (jednak oddzieliłam to zainteresowanie od tego bloga, zakładając osobną stronę - adresu nie podam, ale odnalezienie go jest banalnie łatwe :P). Ale jak patrzę na daty to tam również ucichłam... Może nastąpiło jakieś chwilowe wypalenie, nie wiem... Wkrótce jednak nadejdą te całe Święta i na pewno kilka zdjęć na kartę pamięci wpadnie. :) Np. dzisiaj, bo dziś wieczór misja pierniki w drugiej odsłonie - po wczorajszych kruchych, przyszedł czas na te miękkie, alpejskie, z nadzieniem. :))&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-23R1hVrh6UI/Tu4K3bzWWBI/AAAAAAAAGJo/VaIv8vjmP2Y/s1600/wlosy5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-23R1hVrh6UI/Tu4K3bzWWBI/AAAAAAAAGJo/VaIv8vjmP2Y/s1600/wlosy5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Życzę owocnych przygotowań do Tego Jedynego Dnia w Roku (określanego przez mojego Lubego &lt;i&gt;największym oszukaństwem na świecie &lt;/i&gt;- szykujemy się kilka(naście) tygodni na 4godzinne spotkanie) i wytrwałość w kolejkach do kas. ;))&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DvvLKoCW_es/Tu4KxC1djyI/AAAAAAAAGJM/mKFx-7SKIwY/s1600/ontheglass.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-DvvLKoCW_es/Tu4KxC1djyI/AAAAAAAAGJM/mKFx-7SKIwY/s1600/ontheglass.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Buźka!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/HgzGwKwLmgM/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HgzGwKwLmgM&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/HgzGwKwLmgM&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-6001466601990041900?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/6001466601990041900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/12/cause-im-having-good-time-having-good.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/6001466601990041900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/6001466601990041900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/12/cause-im-having-good-time-having-good.html' title='Cause I&apos;m having a good time, having a good time!'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Prfo5Yu2w-0/Tu4K2BbUz6I/AAAAAAAAGJc/cANDCTVft20/s72-c/wlosy3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26589370000001 18.38871990000003 54.43815670000001 18.904556900000028</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-1706498834442450952</id><published>2011-11-17T00:02:00.001+01:00</published><updated>2011-11-17T00:09:48.139+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='inspiracje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzienność'/><title type='text'>Nadmiar a brak i jak sobie z tym radzić</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://polskiexpress.ie/wp-content/uploads/2011/08/Relax.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="424" src="http://polskiexpress.ie/wp-content/uploads/2011/08/Relax.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Relaks. &lt;/b&gt;Dziś wieczór (noc) czas na relaks. O wyspaniu się nie ma mowy, ale to pierwszy wieczór od kilku dni (a wydaje się, jakby tygodni...), kiedy nie muszę na następny dzień zrobić czegokolwiek. Cudowny to czas, włączyć serial, na który nie znalazłam "luki" w planie dnia jak dotąd... Czwartki są cudowne. :) Zajęcia kończę o 10 i resztę mam absolutnie GDZIEŚ. Zwykle wykańcza mnie podróż autobusem, która wlecze się w nieskończoność, ale wizja wolnego popołudnia/wieczoru jest zbawienna.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://29.media.tumblr.com/tumblr_lurw6fu6eO1r5jbj7o1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://29.media.tumblr.com/tumblr_lurw6fu6eO1r5jbj7o1_500.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Prawda jest taka, że ten krótki wstęp powyżej może świadczyć o moim &lt;b&gt;prze&lt;/b&gt;męczeniu i &lt;b&gt;prze&lt;/b&gt;syceniu, a tymczasem jest zupełnie inaczej. Ostatnie trzy dni to prawdziwy kalejdoskop, czas płynie mega szybko, a jednak niedziela 13.11 wydaje mi się tak bardzo odległa, że sobie nie wyobrażacie... Nie wiem, z czego to wynika, ale mam pewien pomysł - chyba z tego, że w końcu mam ręce pełne roboty i jestem z tego powodu naprawdę &lt;b&gt;szczęśliwa. &lt;/b&gt;Dawno nie użyłam tego słowa w okolicznościach innych niż nowo kupione buty/spodnie/sukienka. I chociaż dzisiaj też mogłabym go użyć w tym znaczeniu (moja&amp;nbsp;&lt;a href="http://lp.hm.com/hmprod?set=key[source],value[/model/2011/D63%2095589%2009090%2064%202673%201.jpg]&amp;amp;set=key[rotate],value[]&amp;amp;set=key[width],value[]&amp;amp;set=key[height],value[]&amp;amp;set=key[x],value[]&amp;amp;set=key[y],value[]&amp;amp;call=url[file:/product/large]"&gt;sukieniunia&lt;/a&gt;&amp;nbsp;nieustannie zachwyca), to wiem, że w rzeczywistości nie kolejne wydane pieniądze mnie cieszą i to nowość, dawno niezaznana w moim przypadku. :) Bo nie mówię tutaj też o satysfakcji, nie tylko. Pierwszy raz od nie wiem, jak dawna, spełniam się w tym, co robię. Kto by pomyślał, że studiując zarządzanie, które męczy mnie niezmiernie, znajdę sobie "na boku" coś, co sprawi, że nawet te bzdurne przedmioty wchodzące w program studiów nie zrujnują mi mojego nastawienia.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://24.media.tumblr.com/tumblr_lur22jEcER1qa24zio1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://24.media.tumblr.com/tumblr_lur22jEcER1qa24zio1_500.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Dawno też nie miałam tyle roboty, co teraz. Na dodatek w skład tej "roboty" wcale nie wchodzi (na razie) nauka, więc poniekąd obawiam się zbliżającej się wielkimi krokami sesji. Mam jednak wrażenie, i tu się raczej nie mylę, że im więcej ma się na głowie, tym więcej ma się czasu. Paradoks, to prawda, ale w moim przypadku się sprawdza. Moja koleżanka zadała mi ostatnio pytanie "jak ty to robisz?" i chociaż poczułam się przez to nieco staro, jak jakaś matka Polka, która dokonuje Bóg wie czego (taka jakby Hanka Mostowiak; btw. &lt;i&gt;pokój jej duszy!&lt;/i&gt;), ale jednak zrobiło mi się miło, że przynajmniej z boku wyglądam na ogarniętą. :) Fakt jest, że na początku takiego zgiełku zadań ciężko jest z własnego punktu widzenia zauważyć w tym wszystkim jakąś organizację, harmonię, jednak po czasie i po takich słowach od kogoś z zewnątrz, dochodzę do wniosku, że faktycznie jakoś godzę ze sobą to wszystko. Jak na razie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://29.media.tumblr.com/tumblr_ltspwjWGO01qgr3w4o1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="423" src="http://29.media.tumblr.com/tumblr_ltspwjWGO01qgr3w4o1_500.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wieczór - ideał! + gazetka i byłoby jak w niebie.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moje szczęście jest tym większe, że przede wszystkim powoli dopinam swego - pierwszy rok studiów najnormalniej w życiu &lt;b&gt;przebimbałam. &lt;/b&gt;Bo co z tego, że uczyłam się dodatkowo angielskiego (jak zwykle zresztą) lub dostawałam dobre oceny... Tak naprawdę nie robiłam zbyt wiele, a czas przelatywał mi między palcami. Wracałam do domu i całymi godzinami oglądałam seriale, buszowałam po sieci, przeglądałam kwejka itd. Pewnie w porównaniu z innymi, nie było to jakoś nadzwyczajnie czasochłonne, ale sama ze sobą czułam się źle. Pamiętam, jak kuzynka na 19-ste urodziny (przed studiami) składała mi życzenia, abym "wykorzystała studia w pełni, bo to ostatni dzwonek, aby korzystając z garnuszka rodziców rozwijać się i bawić". Tymczasem kolejna seria House MD czy Gossip Girl na pewno donikąd by mnie nie zaprowadziła, a garnuszek rodziców nie zostałby jakoś bardzo naruszony (z ich punktu widzenia nie taka zła ta opcja).&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://25.media.tumblr.com/tumblr_lupn67Gnv21qlx25zo1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="427" src="http://25.media.tumblr.com/tumblr_lupn67Gnv21qlx25zo1_500.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://29.media.tumblr.com/tumblr_luoo5rri4s1r6zv25o1_500.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="463" src="http://29.media.tumblr.com/tumblr_luoo5rri4s1r6zv25o1_500.png" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem, jak to jest z Wami, ale w moim przypadku taki nawał roboty (pomijając naukę) jest najlepszym lekarstwem i najlepszą odskocznią od listopadowej chandry, przymrozków i nieustającego mroku za oknem. Tak naprawdę nie zauważam, kiedy dzień zamienia się w noc i odwrotnie, bo w ciągu dnia (zwłaszcza pon.-śr.) moje chwile na dworzu to przemieszczanie się między wydziałami na PG. Tak czy siak, nie zamieniłabym tego napiętego terminarza na ten pusty sprzed roku. Jestem pedantką, a dzięki ograniczonemu czasowi i liczbie zadań na "TO-DO-LIST" wszystko mam w miarę poukładane, więc przeżywam pedantyczną ekstazę (już nie będę używała tu tego "mocniejszego" synonimu, ale generalnie wiecie, o co kaman ;)). A jak już połechcę sobie swój pedantyzm tym porządkiem, a ego efektami tego zorganizowania i zaangażowania, to zawsze przychodzi taki moment, jak ten dzisiaj, kiedy bez skrupułów włączę swój serialik i wzorem przyzwyczajeń sprzed roku, pozwolę, aby te 44 minuty przeleciały mi przez palce. I wcale nie denerwuje mnie to, że muszę wybierać między serialem a nadrobieniem zaległości w prasie (ostatnio stałam się wielką fanką magazynów, dawno tego u mnie nie było). W końcu zawsze znajdzie się chwila w autobusie czy na wykładzie, aby nadrobić wszelkie zaległości ze świata gazet. :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://30.media.tumblr.com/tumblr_luld7pkuHe1r2ux6eo1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://30.media.tumblr.com/tumblr_luld7pkuHe1r2ux6eo1_500.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://27.media.tumblr.com/tumblr_luob4x7nPW1qbqn53o1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="263" src="http://27.media.tumblr.com/tumblr_luob4x7nPW1qbqn53o1_500.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://27.media.tumblr.com/tumblr_lupj25uB5A1qehafho1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="426" src="http://27.media.tumblr.com/tumblr_lupj25uB5A1qehafho1_500.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Mam nadzieję, że tej jesieni/zimy Wy także znajdziecie sobie jakieś zajawki, które pozwolą Wam zapomnieć o kryzysie i stale rosnącej cenie benzyny. W gruncie rzeczy, na to wszystko znajdzie się sposób jeśli tylko człowiek się ogarnie. :) A nie ma lepszej metody na więcej czasu niż jego &lt;i&gt;brak.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://30.media.tumblr.com/tumblr_luq2fjjU3N1qg9fp9o1_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://30.media.tumblr.com/tumblr_luq2fjjU3N1qg9fp9o1_500.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/PI7vG_22OHM/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/PI7vG_22OHM&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/PI7vG_22OHM&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PS. Dopóki zajawki nie znajdziecie, zachęcam na wybranie się do kina. :) Poza "Jeden dzień", który TRZEBA obejrzeć, "Listy do M." też dają radę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-1706498834442450952?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/1706498834442450952/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/11/nadmiar-brak-i-jak-sobie-z-tym-radzic.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/1706498834442450952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/1706498834442450952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/11/nadmiar-brak-i-jak-sobie-z-tym-radzic.html' title='Nadmiar a brak i jak sobie z tym radzić'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-4546461128939065478</id><published>2011-11-12T11:48:00.003+01:00</published><updated>2011-11-12T11:55:51.587+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>One day</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TTmtlGe12qk/Tmp1YHS4PYI/AAAAAAAAAbI/SCm8O0rb2f8/s1600/oneday_poster.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-TTmtlGe12qk/Tmp1YHS4PYI/AAAAAAAAAbI/SCm8O0rb2f8/s400/oneday_poster.jpg" width="270" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obecny weekend z góry przeznaczyłam na dwie sprawy - projekty semestralne (na PG semestr kończy się zaraz po Świętach, także wbrew pozorom nie zostało zbyt wiele czasu) oraz kino. Szykowały się dwie premiery - nasze polskie "Listy do M." i "Jeden dzień". O ile ten pierwszy ma dość rozbudowaną kampanię reklamową, to o drugim dowiedziałam się zupełnie przypadkiem z Filmwebu. Kliknęłam na "Jeden dzień" w dziale "Nadchodzące premiery" i oczom moim pojawiły się nazwiska - Hathaway i Sturgess. Strzał w dziesiątkę.&amp;nbsp;Poza samymi aktorami, uwagę przykuł także plakat - jako że jest w kolorystyce typowej dla mojego stylu fotograficznego. Zdjęcie jest naprawdę piękne, zresztą to samo mogę po obejrzeniu powiedzieć o samym filmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto jednak zaznaczyć, że próżno szukać tej produkcji w repertuarze multipleksów. Niestety, większość kin postawiła na mierny "Wyjazd integracyjny", który nie śmieszy nikogo, czy jakieś filmy sci-fi, które nijak mają się do mojego gustu kinowego. W związku z tym na "Jeden dzień" wybraliśmy się z Lubym do zabytkowego wręcz kina Neptun na naszej gdańskiej Starówce. Ostatni raz byłam tam kilka lat temu, w liceum, jako że nasza szkoła (równie zabytkowa) ilekroć miała organizowane zbiorowe wyjścia do kina (fundowane przez Prezydenta Miasta), zawsze wybierała Neptun. Lubię myśleć, że to ze względu na chęć utrzymania tradycji tego miejsca, ale myślę, że głównym argumentem przemawiającym na korzyść tego akurat kina są koszta - które w tym przypadku są stosunkowo niskie w porównaniu z multipleksami. Tak czy siak, miło było tu powrócić, chociaż jestem już tak zmakdonaldyzowana, że kino bez popcornu (zwłaszcza, gdy cały dzień szczędziłam sobie jedzenia, by móc bez skrupułów nadrobić to popcornem) jest ciężkie do zniesienia, a w Neptunie próżno szukać jakiegokolwiek stoiska z przekąskami czy nawet automatu. Dlatego właśnie na sali usiadłam nieco naburmuszona, aby po pierwszych minutach filmu zupełnie zapomnieć o całym świecie naokoło, o burczącym brzuchu czy czekającą mnie w domu robotą. Bo "Jeden dzień" sprawia, że to wszystko przestaje mieć po prostu znaczenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli ktoś nie słyszał jeszcze nic o tym filmie, w skrócie powiem, że jest on oczywiście o miłości. O miłości dwojga młodych ludzi, których losy są sprytnie przedstawione przez ponad 20 lat ich życia, od ukończenia studiów w 1988 roku, do roku 2011. Troszkę jednak zakłamali sens filmu - z zapowiedzi zrozumiałam, że Emma (Hathaway) i Dexter (Sturgess) co roku 15 lipca spotykają się, żeby opowiadać sobie o swoich rozterkach, miłościach, pracy itd. Tymczasem forma jest nieco inna - owszem, wszystko w nim przedstawione dzieje się zawsze 15 lipca, jednak jest raczej sposób na przedstawienie "przekroju" ich losów, ponieważ nie zawsze dochodziło do spotkania, czasem nawet ze sobą nie rozmawiali. Myślę, że tym sprostowaniem nikomu nie zepsułam możliwości oglądania, a przynajmniej mam taką nadzieję. ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://filmblather.com/wp-content/uploads/2011/08/oneday-image.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://filmblather.com/wp-content/uploads/2011/08/oneday-image.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobór aktorów był naprawdę udany, dobrze było znów zobaczyć na ekranie Jima Sturgess'a, którego po kultowym "Across the universe" kocham miłością nieprzerwaną. I trzeba przyznać, że w "Jednym dniu" gra znakomicie - w pierwszych scenach ujął mnie za serce zarówno wyglądem (achhhh), jak i sposobem bycia, mówienia, ogólnie wszystko mi się w nim podobało. W środku filmu nienawidziłam go szczerze i uważam, że to jego ogromny sukces, bo w jednym filmie, poza zasługami charakteryzacji, był zupełnie innym człowiekiem, inaczej mówił, zachowywał się,&amp;nbsp;gestykulował. Naprawdę zaskoczyły mnie jego zdolności kreowania postaci, bo gdyby wyciąć różne momenty z filmu, w każdym z nich był inny. Jeśli zaś chodzi o Anne Hathaway, większość filmu spędziłam ubolewając nad jej fryzurami i ubiorami, jako że przez charakteryzację straciła całe swoje piękno i wdzięk. Oczywiście wszystko na potrzeby roli, wyszło to z resztą bardzo&amp;nbsp;przekonywająco, bo Emma to ekscentryczka o wielkim sercu i poczuciu humoru, ale i tak ciężko było patrzeć na tą tą szara-myszka wersję aktorki. :) Warto też zaznaczyć, że dawno w kinie nie śmiałam się tak dużo i tak głośno, zaś po odgłosach z sali kinowej mogę powiedzieć to samo o innych. Emma i Dexter rozbawili mnie tyle razy, że ciężko byłoby nawet wskazać jedną najśmieszniejszą scenę. Jest mnóstwo gagów i słownych gierek, więc zapewniam, że dla każdego coś dobrego. ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Filmów o niemal identycznej fabule było już wiele, a jednak "Jeden dzień" wzruszył mnie bardzo i wychodząc dziękowałam niebiosom, że w Neptunie z sali kinowej wychodzi się od razu na dwór, a nie idzie przez długie, oświetlone korytarze, jako że wpadłam w totalną histerię i nie mogłam przestać płakać (a wolałam jednak oszczędzić innym swojego widoku). Później cały czas rozmyślałam, jakie to życie pisze pogmatwane scenariusze, bo chociaż przewidziałam ok. 90% scen, to i tak ciężko nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego. "Jeden dzień" pokazuje myślę wiarygodny obraz świata i życia, gdzie chwile i słowa wpływają na całą przyszłość człowieka. To smutna wizja, lecz prawdziwa, zaś po filmie na pewno każdy dwa razy pomyśli nim coś zrobi czy nawet powie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/nnBXdWPcVhY/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/nnBXdWPcVhY&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/nnBXdWPcVhY&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-4546461128939065478?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/4546461128939065478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/11/one-day.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/4546461128939065478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/4546461128939065478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/11/one-day.html' title='One day'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TTmtlGe12qk/Tmp1YHS4PYI/AAAAAAAAAbI/SCm8O0rb2f8/s72-c/oneday_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-3459646751015409245</id><published>2011-11-05T21:29:00.001+01:00</published><updated>2011-11-05T21:29:59.606+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moda'/><title type='text'>Nadchodzi zima zła</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Robiąc zdjęcia do tego posta wyciągałam kolejno ostatnio kupione rzeczy i z lekkim rozbawieniem zauważyłam, że wszystkie mają jedną wspólną cechę - są ultrachłodoodporne. Bawi mnie to tym bardziej, że mając 5 listopada w kalendarzu, pogoda do tej pory rozpieszcza nas całkiem całkiem (znając życie, jutro będzie lodowato, po wykrakałam - biorę to na siebie!). O tej porze 12st. w dzień? Jakiś żart. Na południu jeszcze lepiej - 15st. (niech im niebiosa jakoś wynagradzają zwiększoną zachorowalność na raka i powodzie). Mimo to moja podświadomość chyba chce przechytrzyć los i tak kieruje mną podczas zakupów, że kończę ze stertą swetrów, futerek i ocieplaczy. Zobaczymy, jak na tym wyjdę, chociaż nie powiem - wizja tych 30st. mrozów utwierdza mnie w słuszności moich działań. :)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Nyzc3gMZJLY/TrWQBUaJ6WI/AAAAAAAAGBo/tcVo6Fexk5M/s1600/dodatkizima01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="427" src="http://4.bp.blogspot.com/-Nyzc3gMZJLY/TrWQBUaJ6WI/AAAAAAAAGBo/tcVo6Fexk5M/s640/dodatkizima01.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opisując poszczególne przedmioty ze zdjęć, zaczynam od mega cieplutkiego swetra z warkoczami. Upolowany w ciucholandzie, idealnie wpasowuje się w obecne trendy i w mój zamiar oszczędzania (kosztował jakieś 12zł). Te wieśniackie, jak pewnie pomyślicie, skarpety to mój nieodłączny element ubrania "podmokowego" - gdy wracam z zajęć i przebieram się w dresik (a jakże), pierwsze po co sięgam to te dziergane przez jakąś góralkę skarpety. :) Mówię góralkę, bo przywiozła mi je mama z Zakopanego. W gruncie rzeczy nijak mają się do naszej stolicy Tatr, bowiem opatrzone były etykietą "Made in China", ze wzmianką "overknees" - co jest zabawne zważywszy na ich długość ledwo przekraczającą 1/3 łydki. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przechodząc do następnego zdjęcia, już wyobrażam sobie te myśli "ale siara", które wpadną Wam do główek. :) Tak, ja też przez ostatnie sezony wyśmiewałam wszystkie posiadaczki butów "emu", które podążały ulicami miast&amp;nbsp;nie zważywszy&amp;nbsp;na niemiłosiernie powyginane pięty i totalnie zjechane podeszwy. Zawsze zastanawiałam się, jak to jest być tak koślawą - bo nieraz wyglądało to przekomicznie. A jednak w tym roku obudziła się we mnie niepohamowana chęć dołączenia do grona tych wszystkich panien. Na pewno swoje macki działała w tym wspomniana wcześniej podświadomość - nie wiem, skąd u mnie taka zachcianka, ale pomimo ogromnych starań i tak wylądowałam przy kasie z pudełkiem nowych Emu. Czasami jednak wychodzi ze mnie tzw. "meciara" i nie potrafiłam odmówić sobie zakupu oryginalnych butów. Ilekroć sprawdzam saldo konta bankowego, nachodzi mnie myśl, że chyba zwariowałam przeznaczając tyle pieniędzy na parę kamaszy, które zdaniem mojego Lubego wyglądają jak wkładki do butów narciarskich/snowboardowych (gdy zobaczył mój nabytek, usłyszałam "no, wkładki do butów już masz, teraz czas na resztę - wiązania, deskę"). Dodatkowo co rusz nerwowo sprawdzam, czy buty już wyginają się na piętach - po dwóch (trzech?) dniach chodzenia jeszcze się trzymają. :) Podsumowując całą przygodę z Emu, wydałam kilkaset złotych na buty, które ma co druga dziewczyna na ulicy i które można kupić za ok.25zł, wolny czas natomiast spędzam wyczekiwaniem, aż się rozwalą. :) Taaak, to bardzo logiczne i zrozumiałe. Pomimo tych wszystkich niedogodności, nie zmieniłabym decyzji o zakupie. Są tak ciepłe, że chodzę w nich cały czas i dzięki nim wyczekuję pierwszych mrozów (do czasu, gdy zaliczę pierwszą chlapę i moje buty zamienią się w basen).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LrL2GA5mjdU/TrWVNxFIE-I/AAAAAAAAGBw/fvvDNZ0Ejho/s1600/dodatkizima02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-LrL2GA5mjdU/TrWVNxFIE-I/AAAAAAAAGBw/fvvDNZ0Ejho/s1600/dodatkizima02.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rudy komin (H&amp;amp;M) i czapka z Zakopanego (kolejny prezent od mamy) wyglądają jak komplet i są bardzo udanym zestawem. I chociaż nie miałam możliwości założyć ich razem (w przeciwieństwie do Emu, czapa z taką ilością futra, wełny i Bóg wie czego, raczej nie przepuszcza powietrza zbyt skutecznie), to jestem przekonana, że będą bardzo &lt;i&gt;oryginalnym &lt;/i&gt;akcesorium na zbliżającą się zimę. Mówiąc &lt;i&gt;oryginalnym &lt;/i&gt;wyobrażam sobie te wszystkie spojrzenia przechodniów wyrażające nic innego jak komiczny śmiech (śmiechu w postaci dźwięku również się spodziewam), jako że czapka jest ogromna i mówiąc ładnie &lt;i&gt;nawiązuje &lt;/i&gt;do zamierzchłych czasów PRL. :) Jednak jej właściwości grzewcze przeważają szalę na stronę "będę ją nosiła" i mam zamiar ignorować wszelkie śmichy-chichy. ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-78z3vgRuIlM/TrWXOpsKLqI/AAAAAAAAGB4/7rfeINidb7Q/s1600/dodatkizima03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-78z3vgRuIlM/TrWXOpsKLqI/AAAAAAAAGB4/7rfeINidb7Q/s1600/dodatkizima03.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny prozimowy nabytek to etola ze sztucznego futerka (H&amp;amp;M, a jakże). Jak zwykle znalazłam sposób, jak się wycwanić i z dwóch must-have zrobić jeden. :) Oczarowały mnie swetry z wszytymi wstawkami ze sztucznego futerka typu:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.forever21.com/images/model_front/02929722-02.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.forever21.com/images/model_front/02929722-02.jpg" width="262" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://images.asos.com/inv/media/2/1/1/7/1687112/grey/image1xl.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://images.asos.com/inv/media/2/1/1/7/1687112/grey/image1xl.jpg" width="250" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://assets.svpply.com.s3.amazonaws.com/large/81953.jpg?1319176127" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://assets.svpply.com.s3.amazonaws.com/large/81953.jpg?1319176127" width="248" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.forever21.com/images/model_front/00032735-01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.forever21.com/images/model_front/00032735-01.jpg" width="262" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Jednocześnie chciałam kupić klasyczną futerkową etolę i używać jej jako szalika:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_PTCZhVbmhgc/THpgQ8pZMWI/AAAAAAAAAW4/u-zNftLsDbc/s1600/asos+fur.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_PTCZhVbmhgc/THpgQ8pZMWI/AAAAAAAAAW4/u-zNftLsDbc/s1600/asos+fur.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Ameryki pewnie nie odkryłam, ale wystarczy kupić etolę i według uznania nosić ją jak na zdjęciach powyżej lub rozłożoną, przypiętą od spodu agrafkami, jako wstawka do rozpinanego swetra czy marynarki. :) (aby uzyskać efekt jak z wcześniejszych zdjęć).&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lp.hm.com/hmprod?set=key[source],value[/model/2011/C90%2093939%2017009%2078%206318%206.jpg]&amp;amp;set=key[rotate],value[]&amp;amp;set=key[width],value[]&amp;amp;set=key[height],value[]&amp;amp;set=key[x],value[]&amp;amp;set=key[y],value[]&amp;amp;call=url[file:/product/large]" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://lp.hm.com/hmprod?set=key[source],value[/model/2011/C90%2093939%2017009%2078%206318%206.jpg]&amp;amp;set=key[rotate],value[]&amp;amp;set=key[width],value[]&amp;amp;set=key[height],value[]&amp;amp;set=key[x],value[]&amp;amp;set=key[y],value[]&amp;amp;call=url[file:/product/large]" width="273" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Ostatnim zakupem w klimacie zimowym był sweter z H&amp;amp;M (a jakże). Jakże dorośle i "rozsądnie" się poczułam, gdy pierwszy raz w życiu zwróciłam uwagę na materiał. Nigdy lub bardzo rzadko biorę pod uwagę ten czynnik zakupu, a tym razem kierowałam się tylko nim. Od dawna czaiłam się na sweter z nowej kolekcji z plecionym jak warkocz kołnierzem (&lt;a href="http://lp.hm.com/hmprod?set=key[source],value[/environment/2011/D30_0477_149R_0.jpg]&amp;amp;set=key[rotate],value[0.35]&amp;amp;set=key[width],value[3714]&amp;amp;set=key[height],value[4343]&amp;amp;set=key[x],value[606]&amp;amp;set=key[y],value[494]&amp;amp;call=url[file:/product/large]"&gt;klik!&lt;/a&gt;). Trochę się naczekałam, ale w końcu dopadłam go w sklepie. Cena obiecująca, ale po przymierzeniu entuzjazm gdzieś zaginął - na wieszaku ubranie wyglądało fatalnie, rozciągało się pod ciężarem klipsów antykradzieżowych... Zrezygnowałam z zakupu, a przy następnej wizycie w H&amp;amp;M trafiłam na wyprzedaż sweterków na dziale dziecięcym - tym razem trafiłam na ten ze zdjęcia powyżej, przeceniony na 30zł (z 99,90zł, więc nieźle) i z dodatkiem angory. :) W dotyku jest mega mięciutki, ten drugi w ogóle się nie umywa. Jakość obu na pewno nie powala, ale jednak angora to angora (co z tego, że 5%, hehe :D).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Zabawne, w poście chciałam pisać o czymś zupełnie innym niż moda, a jednak rozpisałam się chyba za bardzo... Przynajmniej nie jestem gołosłowna kiedy pisałam Wam kilka notek temu, żebyście się spodziewali inwazji modowych newsów. :) Tymczasem życzę udanego wieczoru i jutrzejszej niedzieli. Ja spędzam ją aktywnie - Gdańsk Biega. :) Po ostatnim Biegu PG (zeszły piątek) i poprawieniu swojego wyniku na 5km o całe 4 minuty, znów poczułam potrzebę częstszego biegania. I chociaż pogoda skutecznie mnie zniechęca (wieczorem, kiedy biegam, jest już naprawdę zimno, pomimo tych "upałów" za dnia), to staram się nie tracić werwy i biegać. Czasem idzie bardzo opornie, ale raz na kilka razy zdarza jestem tak mega zadowolona i tak świetnie się czuję, że jestem w stanie przeboleć wszystkie niedogodności byle od czasu do czasu poczuć się tak &lt;i&gt;wybieganą. &lt;/i&gt;:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Na koniec piosenka z nowej płyty Coldplay - jak na mnie przebiła "Every teardrop is a waterfall" jakieś 1000 razy. :) Enjoy!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/yHFmangx5O0/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/yHFmangx5O0&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/yHFmangx5O0&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-3459646751015409245?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/3459646751015409245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/11/nadchodzi-zima-za.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/3459646751015409245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/3459646751015409245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/11/nadchodzi-zima-za.html' title='Nadchodzi zima zła'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Nyzc3gMZJLY/TrWQBUaJ6WI/AAAAAAAAGBo/tcVo6Fexk5M/s72-c/dodatkizima01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-8678771548688557313</id><published>2011-10-30T16:00:00.003+01:00</published><updated>2011-10-30T16:07:48.327+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>When Harry met Sally</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.posters555.com/pictures/When-Harry-Met-Sally...-(1989)-picture-MOV_6c7f8d74_b.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.posters555.com/pictures/When-Harry-Met-Sally...-(1989)-picture-MOV_6c7f8d74_b.jpg" width="248" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesień to idealna pora na oglądanie filmów. Oczywiście wszyscy fani tej czynności z pewnością stwierdzą, że każdy czas temu sprzyja, ja sama jestem podobnego zdania, jednak jesień wręcz sama zagania nas przed telewizory. Pierwszym powodem jest oczywiście nowa ramówka wszystkich stacji telewizyjnych, które po letnim wałkowaniu wszelkich możliwych powtórek, od września zewsząd atakują nas nowymi tytułami lub kuszą klasykami gatunku. Z drugiej strony chodzi oczywiście o nastrój - po upalnym, choć nie zawsze, lecie nadchodzą zimniejsze wieczory, szybciej się ściemnia, więc siłą rzeczy odpada wiele aktywności, które są chlebem powszednim w okresie wakacyjnym. Tymczasem odtwarzacz DVD i domowa filmoteka przychodzą nam na ratunek, stając się cudownym wypełniaczem tych ponurych jesiennych dni (chociaż dzisiejsza pogoda jest absolutnym zaprzeczeniem tej teorii).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takim sposobem wraz z moim Lubym postanowiliśmy odświeżyć klasyki gatunku komedii romantycznej. W ruch poszły tytuły z głównym rolami Hugh Granta, Toma Hanksa, Julii Robert czy Meg Ryan... I na tej ostatniej stanęło wczoraj. Już sama okładka świadczy o tym, że "Kiedy Harry poznał Sally" to idealny tytuł na jesienny wieczór.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak naprawdę niedawno oglądałam tą akurat produkcję (mówię "niedawno", w rzeczywistości jednak było to prawie rok temu... przywilej starszych ludzi tak perfidnie skracać czas), ale i tak miło było kolejny już raz przypatrywać się Meg Ryan w jednej z jej najlepszych ról. Dobrze też wrócić pamięcią do czasów, gdy jej usta nie zaznały botoksu, a charakterystyczny męski chód dodawał uroku. Znając jednak niemalże na pamięć każdą ze scen, większą część filmu skupiałam się nie na samej akcji lecz na garderobie głównej bohaterki (a jakże by inaczej...). Gdybym obejrzała go kilka lat temu, w myślach wyśmiewałabym dziwaczne żakiety i okropne spodnie w fatalnym fasonie. To jedne z tych ubrań, których znalezienie w lumpeksie nie zajmuje dłużej niż 30 sekund od wejścia - nikt takich rzeczy już nie nosi. Wczoraj jednak dostrzegałam w nich coś więcej niż tylko paskudztwo - i wbrew pozorom w jesienno/zimowych kolekcjach jest mnóstwo podobieństw do stylizacji Sally.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5q-Pct6Qg9o/Tq1iNxyH67I/AAAAAAAAGAY/PR3VK4ubX54/s1600/sally1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-5q-Pct6Qg9o/Tq1iNxyH67I/AAAAAAAAGAY/PR3VK4ubX54/s1600/sally1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ta stylizacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę w końcu zakupić muchę!&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mj1gHAH3Flo/Tq1iQ64dVxI/AAAAAAAAGAw/cwGN8OWR1q8/s1600/sally4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-mj1gHAH3Flo/Tq1iQ64dVxI/AAAAAAAAGAw/cwGN8OWR1q8/s1600/sally4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mój faworyt. :) Oczywiście jeszcze dziś przed południem byłam w H&amp;amp;M, żeby raz jeszcze poprzymierzać filcowe kapelusze. Co z tego, że kiedyś zrezygnowałam z tego zakupu - niestety gdy coś mnie zainspiruje, ciężko jest zagłuszyć potrzebę zakupu. ;)&amp;nbsp;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-aw1j5Srxj8A/Tq1iPivt0fI/AAAAAAAAGAo/WJo8VY1rNTM/s1600/sally3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-aw1j5Srxj8A/Tq1iPivt0fI/AAAAAAAAGAo/WJo8VY1rNTM/s1600/sally3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Całe szczęście, że gruby sweter z warkoczami już posiadam, zawsze to jedna rzecz mniej do kupienia. ;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak naprawdę gdyby wyciąć niektóre sceny i pozbyć się dziwacznych fryzur, stylizacje pokazane w filmie byłyby bardzo na czasie. W najnowszych kolekcjach mnóstwo jest ubrań w identycznym klimacie, niektóre są jakby żywcem wzięte z wieszaków (np. brązowa marynarka ze zdjęcia powyżej). A ponieważ ostatnimi czasy zachwycam się cieplutkimi jesiennymi ciuchami, tym przyjemniej oglądało mi się sam film. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-LBcFs4B5uAE/Tq1iS4yZevI/AAAAAAAAGBA/9f6jqAYEbaI/s1600/sally6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="427" src="http://1.bp.blogspot.com/-LBcFs4B5uAE/Tq1iS4yZevI/AAAAAAAAGBA/9f6jqAYEbaI/s640/sally6.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-UFNx1f00iMM/Tq1iUOeJzuI/AAAAAAAAGBQ/wOByI2YCG2k/s1600/sally8.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-UFNx1f00iMM/Tq1iUOeJzuI/AAAAAAAAGBQ/wOByI2YCG2k/s1600/sally8.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdjęcie słabej jakości, ale mam nadzieję, że da się tutaj zauważyć te spodnie z wysokim stanem połączone ze swetrem - bomba!!!&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dxUHRuzDjtI/Tq1iW22raFI/AAAAAAAAGBg/geVonIuvFTA/s1600/sally10.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-dxUHRuzDjtI/Tq1iW22raFI/AAAAAAAAGBg/geVonIuvFTA/s1600/sally10.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie doczekaliście się co prawda żadnej opinii o samym filmie, ale myślę że tego typu klasyki nie potrzebują żadnej rekomendacji. Takie filmy się kocha albo nienawidzi, chociaż nie znam żadnego takiego chłodnego i bezuczuciowego osobnika, któremu nie zdarza się wracać z sentymentem do tytułów sprzed lat. Tymczasem ja już wybieram kolejny klasyk na przyszły weekend. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/WbN0nX61rIs/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/WbN0nX61rIs&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/WbN0nX61rIs&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Wszyscy fani - jutro premiera! :) Doczekaliśmy się!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Udanego długiego weekendu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Gdyby któraś z Was miała problem z zachęceniem chłopaka do tego filmu, polecam zaprezentowanie jednej ze scen:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/cf_T7RJqmno/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cf_T7RJqmno&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/cf_T7RJqmno&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ciężko przejść obok czegoś takiego obojętnie. ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-8678771548688557313?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/8678771548688557313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/when-harry-met-sally.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/8678771548688557313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/8678771548688557313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/when-harry-met-sally.html' title='When Harry met Sally'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5q-Pct6Qg9o/Tq1iNxyH67I/AAAAAAAAGAY/PR3VK4ubX54/s72-c/sally1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-119266514292563715</id><published>2011-10-23T23:05:00.001+02:00</published><updated>2011-10-23T23:09:20.110+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>But it flew away from her reach, so she ran away in her sleep...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurczę, co piosenka z nowej płyty Coldplay, to się nadziwić nie mogę, że zespół o tak ściśle sprecyzowanym stylu muzycznym może mnie jeszcze zaskoczyć. Każda piosenka jest tak podobna, a jednak tak różna. Ta sama gitarka, fortepianik, Chris też ten sam - a jednak wszystko inne i coraz fajniejsze. I chociaż jest kilka sztamopwych hitów, które zawsze będą w czołówce ich piosenek, to jednak z chęcią przesłucham sobie nową płytkę. :) Warto, zdecydowanie warto.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstęp to raczej taki "nawiasik", bo nie o Coldplay chciałam pisać. :) Dziś należycie świętowałam mój prywatny Dzień Ogara i z ogromną satysfakcją położę się zaraz do łóżeczka, obejrzę zaległy serial i bez skrupułów pójdę spać. :) Dzięki nieoczekiwanej (ale BARDZO przeze mnie wybłaganej) zmianie planów na dzisiaj udało mi się ogarnąć mnóstwo spraw "z tygodnia", na które do tej pory nie miałam czasu (nikt mi nie powie, że praca domowa z angielskiego czy projekt zaliczeniowy z Zarządzania produkcją jest ważniejszy niż najnowszy odcinek "Prosto w serce"!; tak - oglądam to nałogowo :D). Lubię mieć takie flow i od rana do wieczora wszystko sobie porządkować, czy to w główce, czy na papierze, czy na twardym dysku... Co prawda moja wiedza z zakresu obsługi programu Microsoft Project daleka jest od "dopuszczającej", to jednak dzień był wyjątkowo produktywny i pracowicie spędzony. I jeszcze odważyłam się wychylić nochal poza dom i pobiegać, mimo zimowej aury na zewnątrz! Gdybym miała, nagrodziłabym siebie żelkami z Tesco... niestety nie mam. :D (swoją drogą, bieganie w dresowych rajtkach przy 4st. przypłacę pewnie choróbskiem, ale co tam... Na szczęście mam pod ręką zimową czapkę z Zakopanego (kiedyś Wam zaprezentuję, świetna jest! :D) i teraz grzeję sobie uszy i łepetynę futerkiem prosto spod Giewontu (żeby nie powiedzieć, że futerkiem Bacy, hehe).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-f93JtWlNCpc/TqR7dz5wRuI/AAAAAAAAGAI/3rQkfeyH2As/s1600/por1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-f93JtWlNCpc/TqR7dz5wRuI/AAAAAAAAGAI/3rQkfeyH2As/s1600/por1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejna sobota i kolejne gotowanie. :) Jak zapowiadałam - tym razem "poszłam w słone", czego efektem były:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;zupa-krem z porów i ziemniaków&lt;/li&gt;&lt;li&gt;zapiekanka dyniowo-grzybowa z kurczakiem&lt;/li&gt;&lt;li&gt;ciasto gruszkowo-imbirowe *&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;* takie zboczenie zawodowe wanna-be cukiernika :)&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę zniechęciło mnie pierwsze poważne podejście do dań obiadowych - przyzwyczaiłam się do ochów i achów wydawanych przez gości kosztujących moje ciasta czy torty, tymczasem zupa i zapiekanka najwyraźniej były tylko... poprawne. Mój wewnętrzny Narcyz mówi stanowcze nie, bo ego niepołechtane wystarczająco, a potrzeba perfekcji niezaspokojona... Więc następne podejście pewnie za rok. :D No, może za 3 kwartały... Nie popadajmy w przesadę, conie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-uIiaUkyqueE/TqR7fC4c8vI/AAAAAAAAGAQ/SwZFGrBeUnY/s1600/por2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-uIiaUkyqueE/TqR7fC4c8vI/AAAAAAAAGAQ/SwZFGrBeUnY/s1600/por2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Jedno jednak ciekawe doświadczenie wyniosłam z wczorajszego gotowania - por jest mega fotogenicznym warzywem. :) I Chociaż spłakałam się przy krojeniu, a ręce do dziś zajeżdżają nieprzyjemnym "porowym" zapachem, to jednak roślina ta okazała się bardzo wdzięcznym modelem. :) Zielony wygrywa na całej linii.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VPGc3k4m59k/TqR7c0tZv9I/AAAAAAAAGAA/wOfz6Zgwow4/s1600/gruszki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-VPGc3k4m59k/TqR7c0tZv9I/AAAAAAAAGAA/wOfz6Zgwow4/s1600/gruszki.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Poza tym weekend przebiegł spokojnie. Wczoraj jeszcze &lt;i&gt;zdążyłam &lt;/i&gt;odwiedzić teatr miejski ŻAK - przedstawienie "Dzieci innego Boga" w wykonaniu uczestników różnych edycji You Can Dance (zdanie-wabik, wiedzą how to make money). Fajnie było popatrzyć z bliska (mówię z bliska, bo siedziałam na środkowym miejscu w pierwszym rzędzie :D) na te wszystkie wygibasy (mam nadzieję, że żaden fan tańca nie czyta mojego bloga - inaczej jestem spalona), chociaż było dość krótko, a po spektaklu człowiek zastanawiał się, gdzie te "dzieci", gdzie "innego", a gdzie "Bóg". ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Dobra, kończę swoje wywody, inaczej z mojego bezstresowego oglądania serialu nic nie wyjdzie - spanie ważna rzecz. ;) Kolejny tydzień przede mną, kolejne wyzwania, hej przygodo! (ciągle jestem pod wpływem Disney'owskich klimatów po niedawnej wizycie w Disneylandzie) Życzę udanego tygodnia! Aaaa jeszcze jedno - podaję link do swojego profilu na Szafa.pl, mam do sprzedania to i owo, może komuś coś przypasuje. ;)&amp;nbsp;&lt;a href="http://szafa.pl/profil/grizmo"&gt;szafa.pl klik!&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/lQp3SGzwTtw/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lQp3SGzwTtw&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/lQp3SGzwTtw&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;Kwintesencja wakacji AD 2011. Dla takich chwil się żyje.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;PS. W piątek z mym Lubym oglądałam kolejny dobry film - recenzja na dniach. :) Ktoś obejrzał w końcu "Wolność słowa" po mojej zachęcie? ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PS2. Po przeczytaniu opublikowanej już notki dochodzę do wniosku, że ktoś powinien mi wyłączyć przyciski nawiasów. Taaaa...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-119266514292563715?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/119266514292563715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/but-it-flew-away-from-her-reach-so-she.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/119266514292563715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/119266514292563715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/but-it-flew-away-from-her-reach-so-she.html' title='But it flew away from her reach, so she ran away in her sleep...'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-f93JtWlNCpc/TqR7dz5wRuI/AAAAAAAAGAI/3rQkfeyH2As/s72-c/por1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-141354736882041670</id><published>2011-10-20T23:25:00.000+02:00</published><updated>2011-10-20T23:25:02.869+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzienność'/><title type='text'>It's the way I'm feeling</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uświadomiłam sobie ostatnio bardzo istotną rzecz (uwaga, czas na wyznanie!). Jestem... totalną fanką dwóch rzeczy - gotowania i mody. I jakkolwiek głupio to brzmi, dla mnie to bardzo istotne odkrycie. :) Od roku błąkam się po tej Polibudzie, na tym całym Zarządzaniu, cały czas sobie myśląc - co dalej? Do tej pory uważałam, że nie mam żadnych sprecyzowanych zainteresowań i że nie mam bladego pojęcia, z czym chciałabym związać przyszłość (oprócz tego, że z jakimś fajnym facetem). Tymczasem to, co być może jest ścieżką dla mnie, jest tuż pod moim nosem - bo gdzie, jak nie w kuchni czuję się dobrze? I co, jak nie moda, sprawia mi taką frajdę? Wiem, jakieś 90% populacji kobiet może o sobie powiedzieć to samo, ale &lt;i&gt;I don't care. &lt;/i&gt;Możliwości są teraz nieograniczone, jeśli dodać do tego zapał, czas i przede wszystkim - pomysł. Dla mnie liczy się to, że powoli w głowie zaczynają jakieś pomysły kwitnąć i straszliwie mnie to cieszy. Dodając do tego moją zajawkę z projektem Politechnika Fashion (&lt;a href="http://politechnikafashion.blogspot.com/"&gt;zapraszam :)&lt;/a&gt;), z czystych kalkulacji wychodzi, co tak naprawdę mnie uszczęśliwia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-drlzalsYY_A/TqCOMtQcBeI/AAAAAAAAF_4/qPPKsQQmriA/s1600/moda.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-drlzalsYY_A/TqCOMtQcBeI/AAAAAAAAF_4/qPPKsQQmriA/s1600/moda.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na zdjęciu powyżej - idealny sposób na chill. Gazetka, coby się pozachwycać ciuchami (tak naprawdę tylko ją przeglądam, a później kupuję następną - wzrokowiec ze mnie do bólu) i żeli z Tesco. :D Polecam!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W związku z moim epokowym odkryciem, spodziewajcie się nudnych postów o rajtkach (kocham "Żabcię" z &lt;i&gt;Przepisu na życie&lt;/i&gt;!), torebkach, stylizacjach, które mi się podobają i takie tam. :P&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Krótki post, ale "żeby nie było, że nie ostrzegałam", postanowiłam się nowinami podzielić. Tymczasem zawijam do spania, w brzuchu burczy mi niemiłosiernie, więc żeby uniknąć nocnego podjadania, lepiej po prostu pójść spać. ;) W sobotę robię podejście do dań słonych - w słodkich już się wyćwiczyłam, dlatego postanowiłam się przemóc i zacząć działać na innym polu. Mówię "przemóc", bo jeśli chodzi o słone dania to należę do tych tchórzy, którym posmakowanie "czegoś nowego" przychodzi z wielkim trudem, a jako kucharka muszę danie wypróbować, czy doprawione, czy odpowiednio ciepłe itd. itd. No nic, czas działać. :) Poza tym weekend zapowiada się bardzo milutko - słodkie nicnierobienie. A za tydzień bieg PG, także ogólnie dzieje się, dzieje. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Udanego weekendu!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/tg00YEETFzg/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tg00YEETFzg&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/tg00YEETFzg&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Dopiero przed chwilą przesłuchałam, ale mega podoba mi się klimat teledysku. :) Piosenka raczej krótka, ale wpada w ucho. Przede wszystkim jednak podoba mi się obecny styl Rihanny, niebo a ziemia jeśli chodzi o jej poprzedni. Mówiąc "styl" mam na myśli nie tylko ciuchy, ale też sposób kręcenia teledysków, efekty, a przede wszystkim - kolorystyka. Po "Only girl" to chyba jej najlepszy teledysk. :)&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-141354736882041670?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/141354736882041670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/its-way-im-feeling.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/141354736882041670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/141354736882041670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/its-way-im-feeling.html' title='It&apos;s the way I&apos;m feeling'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-drlzalsYY_A/TqCOMtQcBeI/AAAAAAAAF_4/qPPKsQQmriA/s72-c/moda.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-6689438071260968557</id><published>2011-10-16T20:00:00.002+02:00</published><updated>2011-10-16T20:05:58.098+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzienność'/><title type='text'>This magic, this drunken semaphore and I</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od poprzedniej notki minęły już dwa tygodnie, ale przyznam otwarcie, że nie próżnowałam. :) Rok akademicki wystartował już po całości, pierwsze koło zaliczone piątkowo, więc jakoś idzie. :) Dodatkowo zaliczyłam przygodną pracę w Filharmonii (hehe) i, co najważniejsze, ruszyłam z moim projektem &lt;a href="http://politechnikafashion.blogspot.com/"&gt;Politechnika Fashion&lt;/a&gt;. Cieszy mnie ta sprawa niezmiernie, bo w końcu mam w co ręce włożyć - po nieudanych próbach poszukiwania pracy, obawiałam się marnotrawienia wolnego czasu, którego mimo studiów i dodatkowych zajęć językowych jednak trochę mam. Na szczęście, jak do tej pory, jaram się tym bardzo, a co najlepsze - jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, więc myślę, że prędzej znudzi mnie nadmiar roboty, niż nadmiar &lt;i&gt;nudy. &lt;/i&gt;:) Ale tak ogólnie to mam nadzieję, że nic mnie nie znudzi, bo byłoby trochę słabo. :D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-93LwSq1x4-8/TpsUB85cL_I/AAAAAAAAF_I/NrDj_384Qfs/s1600/ciacha1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-93LwSq1x4-8/TpsUB85cL_I/AAAAAAAAF_I/NrDj_384Qfs/s1600/ciacha1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moje zeszłotygodniowe królestwo. :) To powoli staje się tradycją, że urodzinowe menu dla mojej siostry należy DO MNIE. I takim sposobem zeszłą sobotę spędziłam w kuchni. Powinnam raczej powiedzieć, że sobotni &lt;i&gt;wieczór, &lt;/i&gt;bo ten dzień zaczął się dla mnie około godziny 15:00, kiedy po piątkowym &lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/wino.jpg"&gt;Dniu Taniego Wina&lt;/a&gt; powstałam z otchłani. ;) Niemniej gotowanie to cudowne zajęcie i nie straszne mi były te godziny (6 dokładnie) spędzone przy tzw. &lt;i&gt;garach. &lt;/i&gt;Im częściej coś pichcę i im więcej komplementów z tego tytułu słyszę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w końcu mam jakąś &lt;i&gt;zajawkę&lt;/i&gt;, która daje mi mnóstwo satysfakcji i radości. A że do tej pory specjalizowałam się raczej w deserach, to w najbliższym czasie mam zamiar postawić na dania słone (a najbliższa okazja może okazać się jeszcze bliższa niż bym tego sobie życzyła tj. nadchodząca sobota).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-n6hnavn4ztQ/TpsUCrEtEAI/AAAAAAAAF_Q/m4A92XMI-R8/s1600/ciacha2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-n6hnavn4ztQ/TpsUCrEtEAI/AAAAAAAAF_Q/m4A92XMI-R8/s1600/ciacha2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Punktem głównym menu był oczywiście tort. Postawiłam na to, co sama najbardziej lubię - czyli tort śmietanowo-owocowy, jako że czekoladowe nie bardzo mi podchodzą.&amp;nbsp;Piña colada wydała mi się odpowiednim wyborem i, zdaniem gości, okazała się strzałem w dziesiątkę. :) Tydzień później, spędzając dzisiejszą niedzielę na zaległym prasowaniu, z rozmarzeniem wspominałam ten smak, musząc się jednak zadowolić lodami Algidy. ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-G8-glUFGFy0/TpsUEVebgKI/AAAAAAAAF_g/UFdwwNGg4Lk/s1600/ciacha4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-G8-glUFGFy0/TpsUEVebgKI/AAAAAAAAF_g/UFdwwNGg4Lk/s1600/ciacha4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyczynem było dowieźć wszystkie ciasta (3 sztuki) na miejsce "imprezy", jako że piekłam w domu, a urodziny wyprawiane były u rodziny (siostra połączyła swoje urodziny z urodzinami kuzynki ;)). Polskie drogi nie były zbyt przychylne, ale jakoś dałam radę. :D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Gjzhh67mgF4/TpsUDtK0ubI/AAAAAAAAF_Y/hO3sQlv3k6Y/s1600/ciacha3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-Gjzhh67mgF4/TpsUDtK0ubI/AAAAAAAAF_Y/hO3sQlv3k6Y/s1600/ciacha3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;To zaś chwila przełomowa - mój pierwszy sernik w życiu. :) Wyszedł idealny, tak jak podane było w przepisie (oczywiście wszystkie czerpałam z ukochanej Kwestii Smaku), chociaż dobór owoców był już moją inwencją twórczą, a w sumie wynikiem przymusu - zdobyć dużą ilość smacznych truskawek o tej porze roku - zbyt ambitne przedsięwzięcie. :D&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WoFepfpPmr4/TpsUFQKMEbI/AAAAAAAAF_o/Rl-9G993YA0/s1600/ciacha5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-WoFepfpPmr4/TpsUFQKMEbI/AAAAAAAAF_o/Rl-9G993YA0/s1600/ciacha5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Kui02rKnpAw/TpsUGAFxuzI/AAAAAAAAF_w/bHR3SzWvQPc/s1600/ciacha6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-Kui02rKnpAw/TpsUGAFxuzI/AAAAAAAAF_w/bHR3SzWvQPc/s1600/ciacha6.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Et voila! Pozostało tylko zdmuchnąć świeczki, nie zdmuchując przy tym dekoracji. ;) Jakoś się udało.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;A tak z innej beczki... Coraz częściej myślę teraz o zbliżającej się zimie. Jesień tegoroczna to raczej bardzo krótka i bardzo &lt;i&gt;przejściowa &lt;/i&gt;pora roku, jako że w październiku mieliśmy jeszcze lato, a dwa tygodnie później nastały już siarczyste mrozy. Wychodząc rano, jadąc autem na zajęcia staram się nacieszyć tym, że samochód odpala za pierwszym razem, że da się otworzyć bagażnik (zimą nieraz jest zmrożony warstwą śniegu i lodu), że nie muszę przeznaczać kilku(nastu) minut na odśnieżanie... Dużo by tak wymieniać. Jednocześnie myślę sobie o tej zimie "do Świąt" i cieszę się tym wszystkim. To zabawne, że do Wigilii nic nie jest mi straszne, żaden mróz, odśnieżanie, ślizgawka na chodniku czy odmrożone kończyny. A gdy mija świąteczna przerwa, zaczyna się ten cały &lt;i&gt;nowy rok&lt;/i&gt;, jak ręką odjął moją odwagę i cierpliwość - dni wleką się w nieskończoność, jest mi zimno i źle. Jakby zupełnie zmieniła się pora roku, a przecież to cały czas ta sama zima. Idealny przykład na to, jak punkt widzenia zmienia się wraz z pozycją siedzenia. :)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Także mroźna pora roku do Świąt to dla mnie czas oczekiwania i celebracji, z super hiper mega ekstra happy endem trwającym 24-31 grudnia. A potem to już... czarna rozpacz. Na szczęście mamy jeszcze październik (słowo "jeszcze" jest tu bardzo wskazane, bo załamuje mnie tak szybki upływ czasu...). Za chwilę idę się cieszyć ostatnimi wieczorami, kiedy biegając nie przymarznę do asfaltu (chociaż tak naprawdę trochę zaniedbałam ostatnio swój jogging, ale 28.10 startuję w biegu PG, także muszę się wziąć za siebie :D). Tak, jestem nudziarą, ale czasem muszę sobie troszkę pozrzędzić. :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/GwTXwJg6_VE/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/GwTXwJg6_VE&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/GwTXwJg6_VE&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Zawsze dodaję jedną piosenkę, powyższa męczyła mnie od pewnego czasu, ale nigdy nie chciało mi się jej odnaleźć. Tymczasem powinnam jeszcze polecić Wam piosenkę Tony'ego Bennett'a z Lady Gagą (tak, LUBIĘ JĄ MEGA!) - a więc&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ZPAmDULCVrU&amp;amp;feature=mh_lolz&amp;amp;list=FL2YbKBmpYWB-SGU-wvl010A"&gt;zachęcam do przesłuchania.&lt;/a&gt;&amp;nbsp;Świetna! :)&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-6689438071260968557?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/6689438071260968557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/this-magic-this-drunken-semaphore-and-i.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/6689438071260968557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/6689438071260968557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/this-magic-this-drunken-semaphore-and-i.html' title='This magic, this drunken semaphore and I'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-93LwSq1x4-8/TpsUB85cL_I/AAAAAAAAF_I/NrDj_384Qfs/s72-c/ciacha1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-1448885684088061154</id><published>2011-10-02T23:48:00.002+02:00</published><updated>2011-10-02T23:50:32.750+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>The Freedom Writers Diary</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kdpcevQ4D8I/TaUCCWLF2fI/AAAAAAAAAHU/7G767bAFY50/s1600/freedom-writers+%2528movie%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: justify;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-kdpcevQ4D8I/TaUCCWLF2fI/AAAAAAAAAHU/7G767bAFY50/s400/freedom-writers+%2528movie%2529.jpg" width="268" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedzielny wieczór w trakcie roku akademickiego zwykle poświęcam na ogarnięcie się przed nadchodzącym tygodniem, a dokładniej na nadrobienie tego, czego nie zrobiłam przez ostatnie dni - porządek w pokoju, szafie lub też prasowanie. To ostatnie zawsze umilam sobie jakimś filmem. Dziś było podobnie, z jedną jednak różnicą - postawiłam na bardziej ambitne kino niż to zwykle bywa. Mając do wyboru obyczaj z Sandrą Bullock a zalatujący "podróbą" film "Wolność słowa", mimo wszystko wybrałam to drugie. Myślę, że to był idealny film na ten moment życia - początek kolejnego roku akademickiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chociaż nie uczę się wśród gangów, naładowanych broni i absolwentów poprawczaków, to jednak film wydał mi się bardzo bliski. Uogólniając jego przekaz, mowa tutaj o &lt;b&gt;zmianie na lepsze. &lt;/b&gt;Że wszystko, siłą woli i ciężką pracą, można odmienić. Ten film z 2007 roku to inspirująca opowieść o nauczycielce, która postanowiła &lt;i&gt;zrobić coś więcej &lt;/i&gt;dla swojej pierwszej, wyjątkowo trudnej i opornej na nauczanie, klasy. Starając się chociaż częściowo wpłynąć na losy swoich uczniów, Erin Gruwell, vel. Miss G (postać autentyczna), w rzeczywistości odmienia ich życia na zawsze, sprawiając, że zupełnie inaczej spojrzeli na świat, swoich rówieśników i przede wszystkich samych siebie. Mimo, że fabuła jest bardzo zbliżona do kultowych &lt;i&gt;"Młodych gniewnych", &lt;/i&gt;to jednak zachęcam do obejrzenia tego filmu. Mnie osobiście wzruszył i &lt;i&gt;poruszył&lt;/i&gt;, już od pierwszej sceny (była naprawdę "ostra" i od razu wprowadziła mnie w klimat i tematykę filmu). Jak sobie myślę, że to wszystko dzieje się naprawdę naokoło czy też chociażby w tych całych USA, to naprawdę trudno mi w to uwierzyć. W końcu obracam się w zupełnie innym środowisku i gdyby mnie umieścić w tym filmie, to pewnie siedziałabym na zajęciach wśród białych, zdolnych studentów, z przerażeniem patrzących na klasę Miss G. I tak właśnie się zastanawiam, w kontekście tego, jacy ci uczniowie naprawdę byli - czy w dzisiejszych czasach w młodych ludziach też drzemie tyle siły walki, potrzeby solidarności i więzi? Czy to tylko fikcja literacka/filmowa? Nie wiem, może to ja mam tak złe zdanie o współczesnej młodzieży, ale wątpię, żeby wszyscy młodzi mieli tak bogate życie wewnętrzne. Na pewno na bohaterów filmu wpłynęły ich przeżycia i doświadczenia, to fakt niezaprzeczalny, jednak ich postawy wskazują, że nawet przed tą wielką przemianą czuli i myśleli dużo więcej, niż spodziewałabym się po współczesnych nastolatkach. Mam wrażenie, że współcześnie poza gadżetami, imprezami i swobodą większość nie ma żadnych celów ani ambicji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnie brzmi to wszystko dziadowato, ale po obejrzeniu filmu naszło mnie na takie przemyślenia, jak to z nami, młodymi obecnie jest. W sumie nigdy nie miałam większej styczności z tak trudną młodzieżą, jak ta przedstawiona w filmie, jednak niewątpliwie sama odczułam różnicę między gimnazjum a liceum, a teraz także studiami. Ta, siłą rzeczy, "posegregowana" społeczność jest zupełnie inna niż tak, z którą miałam do czynienia we wcześniejszych etapach edukacji. I pamiętam do dziś moje odczucia a propos rówieśników z klasy - że są ambitniejsi niż poprzedni znajomi, że są dużo bardziej kulturalni, że mają jakieś pasje, cele, do których stale dążą. Ale tych najwytrwalszych znam tylko kilku, może nawet jednego. Gdy pomyślę sobie o drodze, jaką przechodzili uczniowie Miss G, to zastanawiam się, jak daleko w ich sytuacji zaszłabym ja sama. Skąd brać tyle siły i odwagi? Czy miałabym ich w sobie wystarczająco?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak już mówiłam, film idealnie wstrzelił się w czasie - zaczynam drugi rok studiów, przede mną kilka większych zadań do wykonania i przede wszystkim decyzja do podjęcia, jedna z ważniejszych w życiu. A &lt;i&gt;"Wolność słowa" &lt;/i&gt;pokazuje, że wszystko to jest do zrealizowania, jeśli tylko ma się wystarczająco uporu. Mam nadzieję, że nigdy mi go nie zabraknie (na co, jak do tej pory, raczej się nie zanosi).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ależ mnie na głębszą rozkminę naszło. :) Mam nadzieję, że to nakłoni kogoś z Was do obejrzenia filmu, bo jest godny polecenia. Być może moją opinię "wspomagają" wątki osobiste, ale kto wie, może ktoś z Was będzie miał podobnie. Tymczasem życzę dobrej nocy i udanego tygodnia, dla niektórych dopiero pierwszego z powrotem na uczelni (Politechnika Gdańska zagnała mnie do nauki tydzień wcześniej niż inne uczelnie).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/SLK7hrRijes/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SLK7hrRijes&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/SLK7hrRijes&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-1448885684088061154?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/1448885684088061154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/freedom-writers-diary.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/1448885684088061154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/1448885684088061154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/10/freedom-writers-diary.html' title='The Freedom Writers Diary'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kdpcevQ4D8I/TaUCCWLF2fI/AAAAAAAAAHU/7G767bAFY50/s72-c/freedom-writers+%2528movie%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-3059417620356393275</id><published>2011-09-28T22:29:00.000+02:00</published><updated>2011-09-28T22:29:07.191+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='codzienność'/><title type='text'>Stay with me, let's just breathe...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubię siebie za to, że gdy wszystko wokół doprowadza mnie do szewskiej pasji, gdy w minutę życie obraca się o 180 stopni i dowala mi z każdej strony, potrafię cieszyć się tzw. &lt;i&gt;małymi rzeczami. &lt;/i&gt;Uwielbiam dźwięk zalewania herbaty wrzątkiem, to działa na mnie kojąco. Uwielbiam biegać wieczorami, dopasowując kroki do rytmu piosenki z iPoda. Uwielbiam miękką sierść na uszach mojego psa. Uwielbiam planować, co na siebie jutro założę. Uwielbiam kupować lakier do paznokci w kolorze ostatnio kupionego ciucha. Uogólnię - ja w ogóle lubię kupować. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te wszystkie &lt;i&gt;małe rzeczy &lt;/i&gt;sprawiają, że mój mózg na chwilę się wyłącza, zamyka na cały ten natłok informacji, złych wieści. Nagle przestaje się liczyć, że mój wydział jest najbardziej nieogarniętym na całej politechnice. Przestaje mieć znaczenie, że na buty oddane do reklamacji kilka tygodni temu mogę czekać &lt;i&gt;"według ustawy, do trzech miesięcy". &lt;/i&gt;To nic, że wykupiony kilka miesięcy temu Groupon na kolację we dwoje przepada, bo restauracja nie przewidziała, że kupony nabędzie 800 osób i teraz nie wyrabia się z terminami (a ważność bonu upływa w sobotę).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;NIC, NIC, NIC.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/malerzeczy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/malerzeczy.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko schodzi na dalszy plan, a ja skupiam się na sprawach/zajęciach, które wydają się absolutnie bzdurne przy tym wszystkim, ale są zbawienne, aby po prostu nie zbzikować. Dopiero trzeci dzień na uczelni mija, a ja już przeżyłam totalną jazdę bez trzymanki. I niech będzie, że to szczyt pedantyzmu, ale ileż satysfakcji przyniosło mi zrobienie w końcu porządku z butami, umieszczając każdą parę w osobnym pudełku, oznaczonym odpowiednim zdjęciem. Trudno, mam bzika, ale wolę zwariować na punkcie takich rzeczy niż latać po uczelni załatwiając sobie zajęcia, bo planista zmienia plan co godzinę (podobnie jak często zmienia podział na grupy). Totalna szajba człowiekowi odbija, gdy słyszy od ćwiczeniowca, że "skoro jest takie zamieszanie, to on sobie robi własną listę i kto pierwszy, ten lepszy, jest 30 miejsc i reszta go nie interesuje". Taaaakże tego. Albo wejść we wtorek o 21:00 na stronę wydziału i dowiedzieć się, że o 18:00 zostałam przesunięta z grupy 5 do grupy 4, która miała w ten sam dzień zajęcia o 13:00, na których się nie pojawiłam, bo o niczym nie wiedziałam. Omijajcie WZiE szerokim łukiem, naprawdę, szkoda nerwów. Studia jak studia, ale cała "oprawka" - organizacja zajęć, planu, wyrabianie się z tym w terminie - istna patologia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I dlatego właśnie doceniam te wszystkie chwile, gdy kojąco działa na mnie zaparzanie herbaty, malowanie paznokci pod kolor butów czy nowe lakierki dopasowane do nowej torebki. :) I niech będzie, że to szczyt przesady, mania zakupoholizmu, pedantyzm. Każdy ma jakieś swoje zboczenie, jakiegoś &lt;i&gt;kręćka&lt;/i&gt;, który pozwała mu jakoś uchronić resztkę zszarpanych nerwów od lawiny negatywnych emocji. Niech mój mózg zamyka się na to wszystko jak najczęściej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/kuq7RYQ8Wa0/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/kuq7RYQ8Wa0&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/kuq7RYQ8Wa0&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;I jeszcze absolutnie delikatna, kojąca piosenka. Uwielbiam.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Życzę Wam dużo uśmiechu i pogody ducha i jak najwięcej takich &lt;i&gt;kręćków. &lt;/i&gt;:)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do napisania!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-3059417620356393275?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/3059417620356393275/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/stay-with-me-lets-just-breathe.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/3059417620356393275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/3059417620356393275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/stay-with-me-lets-just-breathe.html' title='Stay with me, let&apos;s just breathe...'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-8243446160328699737</id><published>2011-09-23T00:36:00.001+02:00</published><updated>2011-09-23T00:37:18.563+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miejsca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>Give me nights of solitude, red wine just a glass or two</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czas Paryża dobiegł końca. :) Jutro ostatni raz wsiądę do tutejszego metra, ostatni raz (OBY) natknę się na tutejszych lumpów (&lt;i&gt;lalusiów&lt;/i&gt;) i (OBY) ostatni raz wezmę prysznic w tej pseudo-łazience. :D Jednak póki jestem w stolicy Francji, nie chcę się bawić w podsumowywanie wyjazdu, bo w gruncie rzeczy jeszcze się nie skończył. :) Dlatego krótko (pora późna, a rano wylot), lecz treściwie (a jakże) opiszę kilka kolejnych miejsc odwiedzonych w Paryżu. Mam nadzieję, że po powrocie do domu napiszę Wam coś więcej, a nie, jak to zwykle bywa, w końcu przestanę zdawać relacje. Jestem pewna, że ten akurat wyjazd i to akurat miasto jest warte kilku wpisów i głębszej &lt;i&gt;analizy. &lt;/i&gt;:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV01.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Czwartego dnia zwiedzanie zaczęłyśmy od Pere Lachaise - słynnego (chyba najsłynniejszego wręcz) paryskiego cmentarza, ważnego zwłaszcza dla wielbicieli muzyki - zarówno rockowej, jak i tej poważnej. To tu znajdują się bowiem groby Jima Morrisona oraz Fryderyka Chopina. Ten drugi w kwestii estetyki na pewno wygrywa z pierwszym, ale jak już argumentowałam swojej siostrze, gdybym ujrzała wielki monument-mini mauzoleum na grobie Morrisona, byłabym głęboko rozczarowana - to nie pasowałoby do jego osoby, niepokornemu buntownikowi. Jego skromny pomnik naprawdę odpowiada temu, kim był za życia - że generalnie miał w d*pie sprawy powszednie, jak np. kolor swojego nagrobka. :) Rozczarowali mnie natomiast odwiedzający go "fani" - a co tam, se stanę na płycie nagrobnej i walnę fotkę na fejsa. Niektórzy ludzie nie mają tego zakrętu w głowie, który odpowiada za racjonalne myślenie czy chociaż kulturę osobistą i to &lt;i&gt;wyczucie&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV04.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV04.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Cmentarz Pere Lachaise na pewno jest miejsce niezwykłym - groby tworzą tutaj prawdziwe rodzinne mauzolea, pochowano tu wielu, wielu słynnych (i bogatych) Francuzów. Bardzo zadbany i mający swój niepowtarzalny klimat, świetnie wpasowuje się w to, jakie jest całe miasto - inne niż wszystkie, wyjątkowe. I chociaż wileński cmentarz na Rossie i Anioł Śmierci zrobiły na mnie większe wrażenie, to niewątpliwie Pere Lachaise to prawdziwa perełka.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV02.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV03.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tego samego dnia udało nam się zobaczyć także część słynnego Luwru. :) Muzeum jest absolutnie ogromne i moim skromnym zdaniem, to jego największy minus. Brzmi absurdalnie, ale jego ogrom przytłacza - człowiek chodzi cały zestresowany, że nie zdąży zobaczyć wszystkiego, błąka się po tych wszystkich salach, dopada go głód, jest zły, zmęczony i zirytowany totalnym brakiem angielskich podpisów do wystaw. Dalszy ciąg anglofobii wśród Francuzów, w przypadku muzeów tym bardziej denerwujący, bo tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi, kto namalował, kto wyrzeźbił itd. Paranoja totalna. Nie udało nam się zejść całego muzeum - po kilkugodzinnym obejściu prawego skrzydła, umęczone zrezygnowałyśmy z dalszej części wizyty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV05.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV05.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Także wybierając się do paryskiego Luwru na pewno trzeba poświęcić na to akurat muzeum co najmniej dwa dni i dużo sił + cierpliwości. Broń Boże nie odradzam zwiedzania - bo to trzeba "zaliczyć", w końcu Luwr to Luwr. Warto jednak zainwestować w audio-guide'a lub przynajmniej w przewodnik z dokładnym opisem największych dzieł, bo na informacje podane na tacy ze strony Francuzów nie ma co liczyć - tylko się człowiek denerwuje ogólnym zdezorientowaniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV06.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIV06.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak widać, największe dzieła udało mi się zobaczyć z bliska. :) I to najważniejsze. Całe szczęście, że znajdowały się w jednym skrzydle, chociaż prawdę mówiąc Wenus z Milo jakoś nam umknęła za pierwszym obejściem, a misja poszukiwawcza doprowadziła mnie do ostrej hipoglikemii. ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisVI01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisVI01.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnie wyda się to komuś dziwne - o symbolu miasta piszę dopiero teraz, po tylu zdjęciach i tylu wpisach. Jednak na wizytę na Wieży&amp;nbsp;Eiffela&amp;nbsp;znalazłyśmy czas dopiero szóstego dnia pobytu w Paryżu. Sprawdziła się reguła "deseru" - najlepsze zostało na koniec. :) Wjechać na sam szczyt - to był mój priorytet. Udało się i było cudownie. Widoki jak to widoki, ale fakt, że znajdowałam się na jednej z najsłynniejszych budowli&amp;nbsp;wszech czasów, sprawił, że dostawałam ciarek na samą myśl o tym. :) Jednak wieża to wieża i nikt nigdy nie wmówi mi, że ta sterta żelastwa, ustawiona wiele dekad temu i przez wielu uważana za totalnie szpetną, nie ma w sobie magii - bo ma! Na mnie rzuciła urok i nic tego nie zmieni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisVI02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisVI02.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czego bardzo żałuję to to, że nie udało mi się zobaczyć wieży po zmroku, migającej światełkami (co ma miejsce o każdej równej godzinie po zmierzchu). Mówię sobie, że mam tutaj po co wracać i to cudowna perspektywa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A propos jeszcze wieży, to muszę przyznać, że scenarzysta filmu "Francuski pocałunek" nie był takim surrealistą pisząc, że główna bohaterka nie mogła wieży dostrzec ilekroć była w Paryżu. Mimo, że jest ogromna i stanowi symbol miasta, nie widać jej zbyt często. Tym więcej emocji dostarczał nam każdy widoczny na horyzoncie jej kawałek, którego dostrzeżenie było nieraz nie lada wyczynem. Tym samym dotąd niezrozumiany wątek został wytłumaczony i mogę Meg Ryan absolutnie rozgrzeszyć z jej "gapiostwa" (a raczej bohaterkę, którą grała).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kończę wpis, bo już godzina późna, a czeka mnie dziś rychłe wstawanie i na pewno sporo nerwów w drodze na lotnisko. Ostatni raz życzę Wam dobrej nocy prosto &lt;i&gt;z Paryża. &lt;/i&gt;:) Do napisania, już w naszej Ojczyźnie! ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/u5C-YHSy3Fw/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/u5C-YHSy3Fw&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/u5C-YHSy3Fw&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-8243446160328699737?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/8243446160328699737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/give-me-nights-of-solitude-red-wine.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/8243446160328699737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/8243446160328699737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/give-me-nights-of-solitude-red-wine.html' title='Give me nights of solitude, red wine just a glass or two'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total><georss:featurename>Paryż, Francja</georss:featurename><georss:point>48.856614 2.3522219000000177</georss:point><georss:box>48.813328 2.229360900000018 48.8999 2.4750829000000176</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-2120128968065529168</id><published>2011-09-19T00:44:00.003+02:00</published><updated>2011-09-20T22:55:17.086+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miejsca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>...a tout ce que vous voulez aux Champs-Elysées!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Paryż, Paryż, Paryż... Jest pięknie. Dziś za mną (nami) trzeci dzień w mieście miłości, bardzo intensywny - zeszłyśmy połowę najważniejszych obiektów/miejsc/zabytków. :) Miasto cudowne, magiczne, z niesamowitymi ogrodami i parkami, które chyba dają mu największy urok ze wszystkich zabytków. Oczywiście są katedry, kościoły, place, pałace, pomniki, fontanny, ale to w ogrodach toczy się prawdziwe życie - są niesamowite, a fakt, że obecnie przeważa w nich kolorystyka jesienna, dodatkowo działa na ich korzyść. Rude liście leżą na soczystej (nafaszerowanej chemią) trawie, dając znać o zmieniających się porach roku. W Ogrodach Luksemburskich chyba największe skupisko mieszkańców i turystów - a pośród alejek drzew grała orkiestra. Świetnie było przyglądać się reakcjom ludzi, gdy w pewnym momencie zamiast smętnego przygrywania na puzonach i trąbkach, zaczęli grać "YMCA". :) Poruszenie, gwar przeszły przez całe tłumy, niezależnie od wieku, płci czy przynależności narodowej. Taki właśnie jest Paryż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIII01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIII01.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wystarczyły dwa dni bym poczuła się tutaj pewniej - nie spotkałam później &lt;i&gt;lalusiów&lt;/i&gt;, w gruncie rzeczy poza dzielnicą, gdzie mieszkamy, mało jest osób "kolorowych" (wybaczcie to słowo, ale to najłatwiejsze określenie dla całego ogromu różnych narodowości), a nawet, jeśli się trafiają, to nie są tak natrętni jak ci tutaj w okolicy. Tak naprawdę przechodnie są dla mnie ogromną atrakcją - moda jest tutaj tak różnorodna, że nie umiem się pohamować z fotografowaniem ubrań i stylizacji, jakie rzucają mi się w oczy. Tym jednak podzielę się innym razem, bo czasu czy sił brakuje na szczegółową relację. :) Staram się jednak napisać Wam cokolwiek, bo po powrocie do domu detale podróży zwykle ulatują, pozostaje ogólne wrażenie i tym samym tracę wiele ja sama. Chociaż jak sobie przypominam te wszystkie miejsca, które dotąd zwiedziłam w Paryżu, wątpię, by zbyt szybko uleciały wspomnienia o nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIII02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIII02.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W takiej atmosferze i z takim widokiem spędziłam dziś chwilę przerwy na małe co-nieco. :) Kolejna wizyta w lodziarni Haagen Danzs, tym razem na&amp;nbsp;&lt;a href="http://fr.wikipedia.org/wiki/Place_de_la_Contrescarpe"&gt;Placu de la Contrescarp&lt;/a&gt;. Uroczy zakątek, na który trafiłyśmy zupełnie przypadkiem - na mapie w tym akurat miejscu zgina się papier i nie odnotowałam wcześniej istnienia jakiegoś placyku. Gdy znalazłyśmy się na tym malutkim, ukrytym między domami skwerze, musiałyśmy zostać choć na chwilę. Oczywiście każdy pretekst jest dobry, by coś wszamać. ;))&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To chyba największa zaleta zwiedzania miasta na własną rękę - co chwilę natykasz się na coś niezwykłego, coś, co być może umknęłoby przewodnikowi (nie uznałby czegoś powszedniego dla Francuzów za rarytas dla Polaczków) lub nie byłoby opłacalne dla biura turystycznego, by umieścić to w planie wycieczki. Gdy spacerowałyśmy dziś przez Paryż, zachwycał nas co drugi zaułek, bo wszędzie tam kryło się coś niezwykłego - chociażby wyżej opisany plac. Takim "przypadkiem" trafiłyśmy też do &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Panteon_w_Pary%C5%BCu"&gt;Panteonu&lt;/a&gt;, który jednak nie okazał się jakimś malutkim, ukrytym zakątkiem. ;) Jednak nie oddałabym takiej samowolki w zwiedzaniu za żadne "all inclusive".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIII03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisIII03.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;W ostatniej chwili postanowiłyśmy zobaczyć dziś także Pola Elizejskie. I to moi drodzy jest moje miejsce na Ziemi. :) A-M-A-Z-I-N-G! Zdjęcie nie oddaje magii tego miejsca, a to właśnie o zmroku jest najpiękniejsze. Jako zakupoholiczka spełniłam też swoje marzenie o zakupowej pamiątce z najsłynniejszej ulicy we Francji (a może i w Europie...?), jednak największą radość sprawiła mi otrzymana torba papierowa, w którą zapakowano towar- jest jedyna w swoim rodzaju i jakkolwiek idiotyczne się to wydaje - dla mnie to chyba najlepsza pamiątka z Paryża. :) Już wiem, jakie miejsce zajmie w moim pokoju!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;By utrzymać Was w klimacie tego miejsca - piosenka, która chodzi mi po głowie od dwóch dni. :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/uA4KihbsISU/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/uA4KihbsISU&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/uA4KihbsISU&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;I love Paris!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;PS. Na bieżąco sprawdzam statystyki bloga, by wiedzieć, czy ktokolwiek zagląda pod nowy adres - wiem, że kilka osób się tu pojawia; nie bójcie się wyrazić swojej opinii a propos tego, czym tutaj nudzę. :) Chętnie poczytam, co sądzicie o moich &lt;i&gt;sądach. &lt;/i&gt;;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Merci!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-2120128968065529168?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/2120128968065529168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/tout-ce-que-vous-voulez-aux-champs.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/2120128968065529168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/2120128968065529168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/tout-ce-que-vous-voulez-aux-champs.html' title='...a tout ce que vous voulez aux Champs-Elysées!'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total><georss:featurename>Paryż, Francja</georss:featurename><georss:point>48.856614 2.3522219000000177</georss:point><georss:box>48.813328 2.229360900000018 48.8999 2.4750829000000176</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-7181259975737006846</id><published>2011-09-17T00:02:00.002+02:00</published><updated>2011-09-20T22:55:31.575+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miejsca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróże'/><title type='text'>Bonjour Paris!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stało się - zawitałam do miasta miłości, miasta grzechu, miasta wielkich artystów, sztuki, miasta legendy. Paryż, bo o nim tu mowa, jest właśnie taki, jak napisałam. Ma w sobie tyle skrajności, że ciężko określić go jednym słowem, zdaniem czy nawet wpisem tutaj. Dlatego też postanowiłam swoje odczucia na bieżąco przekazywać Wam. Mam nadzieję, że chociaż częściowo uda mi się opisać to, jakie jest to miejsce. Bo jest niesamowite i to z pewnością trzeba mu oddać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI01.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Paryż przywitał mnie ciepłym, niczym wakacyjnym słońcem. Mimo zapowiadanych w internecie opadów, miasto otulone było jasnymi promieniami, które w połączeniu z rudymi już liśćmi drzew dało niesamowity efekt. Pierwsze, co pomyślałam a propos atmosfery i wyglądu miasta - że chyba tak wyobrażam sobie Nowy Jork. Oczywiście wieżowce nie są tak wysokie, a po ulicach nie śpieszą żółte taksówki, ale budynki kończą się na rogach ulic pod różnymi kątami, zupełnie jak na zdjęciach NY, poza tym tu też jest dużo zieleni przy drogach, drzewa, niewysokie, tworzą całe alejki. Tak naprawdę nie ma tych podobieństw wiele, ale Paryż skojarzył mi się właśnie z tym miastem w USA. Być może to dlatego, że to pierwsze "wielkoświatowe" miasto, które miałam okazję odwiedzić, a NY zdecydowanie kojarzy mi się z "wielkim światem" (a wręcz z jego stolicą).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety kolejne dwa moje przeżycia w stolicy Francji nie były już tak miłe - najpierw problemy z połapaniem się w schemacie tutejszego metra (siostra zapomniała wziąć z domu rozmówek polsko-francuskich... n/c), a później, po dotarciu do dzielnicy, gdzie mieści się nasz hotel, trauma związana z niezliczonymi facetami pochodzenia Arabskiego/afrykańskiego, którzy stoją na ulicach, zagadują do każdej napotkanej dziewczyny i zapraszają do burdelów. Są tak nachalni, zgrywają miłych, posługują się różnymi językami, ale ich spojrzenia są tak oblepiające, że odkąd spotkałam ich tu dzisiaj, z żadnym przechodniem w Paryżu nie nawiązuję kontaktu wzrokowego. To niepodobne do mnie, ale naprawdę mają w sobie coś tak odrzucającego i wręcz obleśnego/wulgarnego, że czuję się urażona gdy "uraczą" mnie zerknięciem w moją stronę. Stąd też jak ognia omijam główne skrzyżowanie tuż obok hotelu, gdzie pierwszy (i oby ostatni) raz napotkałam na swej drodze tych &lt;i&gt;"lalusiów"&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="474" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI02.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Po ostatniej wizycie w kinie na "O północy..." byłam przekonana, że gdy tylko wystawię nos z busa lotniskowego pomyślę sobie "zupełnie jak w tym filmie". Tymczasem Paryż kojarzy mi się z zupełnie inną produkcją, dawno przeze mnie zapomnianą - "Amelia". Wszystko to za sprawą Montmartre - dzielnicy, gdzie w większości lokowane są sceny filmu, a która obecnie stanowi mój tygodniowy "dom". Co rusz napotykamy na swej drodze kolejne miejsca kojarzone z filmu, a ponieważ każdy chyba wie, że "Amelia" ma klimat nie z tej ziemi, więc coraz to bardziej zakochuję się w Paryżu. A to dopiero pierwszy dzień wrażeń!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="428" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI03.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Ostatnie zdjęcie miało być skupione na lodach -&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; line-height: 19px;"&gt;Häagen-Dazs! Niestety fotograf nie zrozumiał mojej wskazówki, ale zdjęcie i tak całkiem udane. :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; line-height: 19px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; line-height: 19px;"&gt;No i na tyle z pierwszego dnia (czy raczej wieczora) spędzonego w Paryżu. Przede mną cały tydzień pełen wrażeń i nie zawaham się dalej dzielić się swoimi spostrzeżeniami i odczuciami względem tego miasta. Pewnie czeka mnie jeszcze kilka nieprzyjemnych spotkań z &lt;i&gt;lalusiami &lt;/i&gt;lub kolejne problemy w porozumiewaniu się z tubylcami (brzmi dziko, ale naprawdę mało kto mówi tu płynnie po angielsku; że też Francuzi muszą się nie lubić akurat z Anglikami!), ale magia tutejszych zakątków rekompensuje mi wszystkie niedogodności. No i tym samym potwierdza się to, o czym pisałam na początku - że Paryż to miasto o wielu twarzach i mimo wszystko mam nadzieję poznać każdą z nich.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; line-height: 19px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI04.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/parisI04.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Dobranoc życzę Wam prosto &lt;i&gt;from Paris!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/H2-1u8xvk54/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/H2-1u8xvk54&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/H2-1u8xvk54&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; line-height: 19px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-7181259975737006846?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/7181259975737006846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/bonjour-paris.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/7181259975737006846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/7181259975737006846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/bonjour-paris.html' title='Bonjour Paris!'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Paryż, Francja</georss:featurename><georss:point>48.856614 2.3522219000000177</georss:point><georss:box>48.813328 2.229360900000018 48.8999 2.4750829000000176</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-3733582827774193542</id><published>2011-09-13T23:46:00.003+02:00</published><updated>2011-09-16T01:20:03.723+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia'/><title type='text'>I will be your Ferdinand and you my wayward girl</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesień nadeszła i nie zmieni tego żaden kolejny ciepły (ba, nawet upalny) dzień, brak zajęć czy bezstresowa atmosfera wokół (o którą, swoją drogą, raczej ciężko w moim przypadku). Jesień przyszła, czuję to w kościach, czuję w powietrzu, gdy wieczorem biegam - zapach jest zupełnie inny, a liście szeleszczą tak, jak szeleścić mogą tylko pod wpływem pierwszych jesiennych podmuchów. Czas najwyższy się ogarnąć i coś ze sobą zrobić po ostatnich trzech miesiącach laby.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wbrew temu, co czasem mówię (czy piszę), lubię jesień, bo to pora zmian i powrotu życia na właściwe tory. Ile można leżeć bebzonem do góry na kanapie? Ile odcinków CSI obejrzeć? Jednak człowiek (a na pewno ja) jest tak skonstruowany, że w życiu potrzebuje czegoś więcej. Gdybym miała jeszcze przez miesiąc robić takie nic, to chyba bym zbzikowała. Doceniam ostatnie przedpołudnia, kiedy mogę bezkarnie się wylegiwać w łóżku, kiedy nic i nikt mnie nie goni, nic nie puka do drzwi mojej świadomości, by przypomnieć, że jednak za tydzień, za miesiąc coś mnie konkretnego czeka... Ale mimo to, potrzebuję, aby coś się w życiu działo i im więcej myślałam o minionym pierwszym roku studiów, tym częściej dochodzę do wniosku, że nie korzystam z tego okresu życia w pełni. Dlatego właśnie postanowiłam w nadchodzących semestrach robić wszystko poza lenieniem się, zająć się nie tylko nauką, ale pracą, hobby, projektami wcześniej omawianymi. Czerpać garściami życie, bo kiedy, jeśli nie teraz? W końcu wszystkie ulgi i zniżki, przy dobrych wiatrach, przysługują mi tylko do 26 roku życia, więc zostało mi jakieś 5,5 roku na wykorzystanie ich na maksa. I tak też mam zamiar uczynić. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/ciacha01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="423" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/ciacha01.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy krok w stronę tych wszystkich zmian postanowiłam wykonać w kuchni, w miejscu, które doceniłam przez ostatni rok i które okazało się całkiem przyjazne. Moja miłość do wypieków nie słabnie i nie zanosi się na zmiany w tym akurat zakresie. Ale skoro jesień, skoro trzeba się za siebie zabrać, to ciacha trochę mniej kaloryczne (nie powiedziałabym, mascarpone trochę kaloryjek ma, ale z ostatnim ciastem marchewkowym to na pewno wygrywają w kwestii "dietetyczności"), nawet kolorem pasujące do obecnej pory roku (jeszcze nie kalendarzowej, ale chyba każdy już pogodził się, że jesień nieubłaganie nadeszła i nie opuści nas aż do zimy, która w tym roku zapowiada się wyjątkowo mroźnie).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/ciacha02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/ciacha02.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Standardowo, przepis pochodzi z mojej ulubionej strony kulinarnej, a link podaję tutaj:&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.kwestiasmaku.com/desery/muffiny_cupcakes/muffiny_czekoladowe_z_masa_serowa/przepis.html"&gt;klik!&lt;/a&gt;&amp;nbsp;Wyszło naprawdę pysznie, nie tylko w mojej ocenie, a roboty prawie tyle, co nic. :) Nawet miksera nie musiałam wyjmować ani dodawać jajek. No i nie są to typowe, ociekające wręcz maślanym tłuszczykiem babeczki, są mokre i miękkie, ale nie aż tak tłuste. :) Serek zaś przybrał ostatecznie postać bardzo ciekawą, bo zamienił się w ciasto, ale w białym kolorze i o innym smaku, nie jestem jednak przekonana, że to tak miało wyjść... Nieważne, liczy się smak, a ten nie zawiódł. :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/ciacha03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="425" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/ciacha03.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Et voila! Oto końcowy efekt. Ozdobiłam według własnego uznania, polewą z białej czekolady i ziarnkami słonecznika, żeby wyglądały tak ekologiczniej, jesiennie. ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Pierwsze kroki ku zmianom postawione w kuchni? Mam nadzieję, że to dobra wróżba. Niby przez żołądek do serca, może przez żołądek ogólnie ku lepszemu? Oby. Mam mnóstwo chęci i mnóstwo pomysłów, co robić, jak robić, kiedy, z kim, po co. Żeby tylko starczyło sił, bo entuzjazm pewnie mi minie z pierwszym przymrozkiem. Póki co jednak cieszę się jesienią i chcę wykorzystać w pełni ten swój (słomiany?) zapał. Kolejne kroki stawiać będę już na Montmartre, a to zdaje się być kolejną &lt;i&gt;dobrą wróżbą. &lt;/i&gt;Trzymajcie się mocno ziemi, gdy wiatr zacznie zrywać z głów czapki, rozwiewać szale i, nieubłaganie, grzywki. :) Do &lt;i&gt;napisania&lt;/i&gt;!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/yaxaN0nmy9g/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/yaxaN0nmy9g&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/yaxaN0nmy9g&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-3733582827774193542?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/3733582827774193542/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/i-will-be-your-ferdinand-and-you-my.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/3733582827774193542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/3733582827774193542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/i-will-be-your-ferdinand-and-you-my.html' title='I will be your Ferdinand and you my wayward girl'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-4726371991809632442</id><published>2011-09-09T17:19:00.002+02:00</published><updated>2011-09-16T01:20:30.104+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>You said you'd lend me anything, I think I'll have your company</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://wizaz.pl/var/wizaz/storage/images/wizaz.pl/babskie-sprawy/wydarzenia-i-promocje/o-polnocy-w-paryzu/438557-1-pol-PL/O-polnocy-w-Paryzu_large_lead.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://wizaz.pl/var/wizaz/storage/images/wizaz.pl/babskie-sprawy/wydarzenia-i-promocje/o-polnocy-w-paryzu/438557-1-pol-PL/O-polnocy-w-Paryzu_large_lead.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white; color: #323232; font-family: Arial, Tahoma, Helvetica, FreeSans, sans-serif; font-size: 13px; line-height: 18px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Najbardziej kasowa komedia Wood'ego Allen'a" głosi slogan reklamowy. Po raz kolejny przekonuję się, że ci wszyscy w Hollywood to mają życie miodem płynące dostając pochwały naprawdę za wszystko. :) Ale tak naprawdę to tylko moje czepialstwo, bo film w rzeczywistości mi się podobał i w pełni spełnił moje oczekiwania. Inna sprawa, że oczekiwania te nie były wygórowane - już przywykłam do tego, że mój gust filmowy nie pokrywa się z tym, co widzom oferuje król komedii, Woody Allen. Trudno się mówi, wszystkim dogodzić się nie da. Jeden jedyny film jego reżyserii podobał mi się tak autentycznie i uważam wręcz, że dokonał nim cudu - "Vicky Christina Barcelona". Jakiego cudu? To pierwszy film z udziałem Scarlett Johansson, w którym jej obecność wcale mnie nie drażniła. :) Zwykle nie mogę kobitki zdzierżyć, nie przepadam za nią. Zresztą za Penelope również, ale może nie będę się skupiała teraz na temacie nielubianych przeze mnie aktorek. Swoją drogą, nie znam osoby, której "Vicky..." się nie podobała, więc jak zwykle znalazłam coś, co uwłacza zasługom Allen'a.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracając jednak do "O północy", to złego słowa o samym filmie powiedzieć nie mogę, ponieważ jest przyjemny, lekki i, o dziwo, okazał się zaskakujący. Wszystko za sprawą mojego "nieprzygotowania" - nie przeczytałam żadnych recencji, ulotek, więc nie wiedziałam, o czym tak naprawdę będzie. A ponieważ nie chcę psuć zabawy tym z Was, którzy być może jeszcze filmu nie widzieli, toteż nie zdradzę, o co w nim tak naprawdę chodzi. Także spojlowania nie będzie, don't worry. :) Myślę, że to uchowało tę produkcję przed moim ciętym językiem, że udało jej się mnie zaskoczyć i być może dlatego tylko nie wyszłam z filmu rozczarowana (pomijając przyzwyczajenie, że za Allen'em nie przepadam).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozumiem jednak i moją mamę (zwłaszcza), i siostrę, które salę kinową opuściły z lekkim niesmakiem. Pierwsza z nich niedawno obejrzała "Co nas kręci, co nas podnieca" i na "O północy" leciała jak na skrzydłach, z nadzieją na nową dawkę humoru. Drugiej oczekiwania były bardzo zbliżone, po nasłuchaniu się ochów i achów od wszystkich dookoła. Jednym słowem, czekały na przysłowiowe "jaja jak berety" (hehe), a gagów i ciekawych tekstów w stylu wielkiego mistrza komedii było niewiele - zliczyć można je na palcach jednej ręki. Dlatego też ci, którzy spodziewają się po tym filmie ubawu po pachy, tak, z pewnością będą rozczarowani. Pomijając jednak ten błąd rzeczowy, że "O północy" komedią nie jest, wszystko w nim gra, tańczy i śpiewa - dobra obsada (Marion Cotillard &amp;lt;3, Rachel McAdams &amp;lt;3 czy nawet ten cały Owen Wilson, tym razem bez labradora-łobuza), ciekawa fabuła, klimat całego filmu. Na plus, zdecydowanie. Komedia czy nie, spodobać się powinna spodobać. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dodam jeszcze, że dodatkowym atutem produkcji jest oczywiście sceneria - piękny Paryż jest niezawodnym wabikiem dla szerszej publiczności. Dla mnie, mojej siostry i mamy to był jeden z ważniejszych powodów wybrania się właśnie na ten film - już za tydzień to my będziemy wędrowały tymi uliczkami, patrzyły na te budynki, jadły tamtejsze specjały. :) "O północy w Paryżu" sprawiło, że wizja naszej jesiennej wyprawy stała się jeszcze bardziej realna i to, jak dla mnie, jego największa zasługa.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;script src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=39cVS0xDss7&amp;amp;login=w326&amp;amp;width=450&amp;amp;bg=ffffff" type="text/javascript"&gt;&lt;/script&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-4726371991809632442?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/4726371991809632442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/you-said-youd-lend-me-anything-i-think.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/4726371991809632442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/4726371991809632442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/you-said-youd-lend-me-anything-i-think.html' title='You said you&apos;d lend me anything, I think I&apos;ll have your company'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-2619014895907729443</id><published>2011-09-05T21:21:00.003+02:00</published><updated>2011-09-16T01:20:45.616+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wydarzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>A silly sense of love and youth</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem, że działo się to dwa miesiące (!!) temu, ale do tej pory nie wspomniałam o tym, jakie odczucia wzbudziła we mnie tegoroczna edycja Open'era. :) Stąd też, po czasie, przyznaję, ale w końcu wzięłam się za przegląd zdjęć i krótkie wspominki, dlatego dzielę się tym także z Wami. Z góry uprzedzam, że zdjęcia wykonywałam &lt;a href="http://www.photoxels.com/images/Olympus/fe-110/olympus-fe-110-left-400.jpg"&gt;starym aparatem&lt;/a&gt;&amp;nbsp;bądź telefonem komórkowym, więc jakościowo nie powalają, jednak w warunkach festiwalowych każdy sprzęt jest na wagę złota (chociaż w tym przypadku powinnam raczej powiedzieć &lt;i&gt;błota&lt;/i&gt;, bo głównie takim surowcem otoczeni są festiwalowicze).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener14.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener14.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Pierwszą sprawą wartą poruszenia jest oczywiście pole namiotowe (wbrew plotkom wcale nie jest takie &lt;i&gt;wymiotowe&lt;/i&gt;&amp;nbsp;jakby się mogło wydawać) - w tym roku podjęłam męską decyzję i postanowiłam przetrwać na polu, oszczędzając sobie długie godziny spędzone na dojazdach. W zeszłym roku dojeżdżałam przez wszystkie 4 dni i trochę mi to zbrzydło - do domu wracałam koło 5:00 nad ranem (3 różnymi liniami, więc przesiadki mogły mnie zmęczyć), spałam do 12:00 i godzinę później byłam już w busie do centrum, bo żeby dojechać na 17:00 do Kosakowa, po drodze zahaczając o monopolowy i krótki (?!) before, trzeba było rychło wyruszać. :) Pole namiotowe ma tą ogromną przewagę, że jesteś tuż obok koncertów, chociaż biorąc pod uwagę obszar festiwalu to i tak wydaje się daleko. Warunki są, jakie są, na szczęście zawsze staram się znaleźć jakieś nowe rozwiązania i tym sposobem odkryliśmy dodatkowe prysznice, które przez kilka dni miały nawet ciepłą wodę! Później niestety dorwali się do nich inni festiwalowicze i tyle widzieliśmy nasze luksusy. :) Sprawa pryszniców jest tym bardziej dramatyczna, że kolejki z rana ciągnęły się kilometrami, naprawdę! Były też te płatne, jednak do nich i tak było więcej chętnych (przynajmniej człowiek miał odrobinę prywatności, bo w tych ogólnodostępnych jedyny skrawek przestrzeni "intymnej" to brodzik prysznica, o ile oczywiście nikt nie urwał zasłonki). Dla mnie, maniaczki prostowania włosów, na początku problemem był brak prądu, który był istną plagą. Przez ulewne deszcze nieraz zamykały się nawet sklepiki z kawą czy napojami, bo nie mieli zasilania! Z czasem jednak przywykłam do tego, a ponieważ z pomocą w ładowaniu telefonu przyszedł Greenpeace, więc tak naprawdę miałam wszystko, czego mi trzeba. :) (już nawet wiecznie skręcone włosy przestały mi doskwierać). Innym jednak problemem był wrzątek - o ludzie, to był dopiero rarytas. Jeśli miało się szczęście, wrzątkiem poratować mógł ktoś ze stoiska z ciepłymi napojami - raz nawet dali nam za darmo, innym razem zażyczyli sobie jeden kupon (3zł) za dowolną ilość wrzątku. Nawet wyposażeni w czajnik musieliśmy zdać się na innych, ponieważ jak już wspominałam, prądu był wieczny BRAK.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener01.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Początkowo bardzo dobrze żyło mi się na polu i gdyby nie okropne ulewy 3 nocy (drugi dzień koncertów, bo na pole przyjeżdża się dzień przed otwarciem festiwalu), to wyszłabym z całej tej przygody z podniesioną głową. Los jednak chciał, że przeżyłam tam chwilę chyba największej bezsilności w życiu - o 2:00 w nocy, przemoczona do suchej nitki i marząca o ciepłym śpiworze, odkryłam, że moi znajomi postanowili imprezować w naszym namiocie (był największy i, jak to ze mną bywa, całkiem czysty w środku :P), a po opuszczeniu go nie zapięli drzwiczek... Możecie sobie chyba wyobrazić moją rozpacz, gdy w środku nocy, stojąc mokra w deszczu, odkryłam, że pół namiotu mam zalane, a drugie pół mokre od kurtki kolegi, który nieopatrznie zawinął swoją mokrą kurtkę w nasze śpiwory... MASAKRA to była, zapewniam. :P Następnego dnia pojechałam do domu wysuszyć rzeczy i zabrać dodatkowe kurtki przeciwdeszczowe, ale jak to zwykle bywa, później już nie padało. Co przeżyłam to moje, teraz oczywiście wspominamy to wspólnie śmiejąc się, ale wcale nie było mi do śmiechu&amp;nbsp;wyżymając wszystkie swoje ciuchy. ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener02.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener02.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle w sumie ciekawszych przygód z Open'era "niemuzycznego" (o muzyce za chwilę). Ogólnie pole polecam, bo naprawdę jest ciekawie. Wygodnie, bo blisko, poznać można sporo ludzi, jak np. my poznaliśmy bardzo interesującego chłopaka z Warszawy, który pewnej nocy był bohaterem pola, poznał chyba połowę ludzi tam mieszkających, a dopiero nazajutrz zorientował się o wielkiej dziurze w nodze, którą zrobił sobie potknąwszy się o śledzia. Taaaak, na polu jest naprawdę ciekawie. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener04.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener04.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, teraz pora na muzykę. Na wstępie powiem, że cała ta "nagonka" na AlterArt odnośnie line-up'u doprowadzała mnie do szału - ludzie, jak się nie podoba, nie płacić za bilet i tyle! Też nie byłam zachwycona artystami, ale poszłam i absolutnie nie żałuję. Jak na mój gust Open'er to bardziej klimat niż same koncerty (+ niekończący się pokaz mody, bo przyjeżdża tu pół Polski i każdy chce pokazać, jak bardzo się off-streamowy i alternatywny, a w efekcie wszyscy wyglądają tak samo :D), dlatego nie zraził mnie tegoroczny dobór wykonawców. Poza tym za sam Coldplay mogłabym dać tyle, co za 4 dni festiwalu. :) (btw. ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, że Open'er jest przede wszystkim TANI - owszem, drożeje z roku na rok, ale gdzie indziej zapłacisz 410zł za 6 dni noclegu + 4 dni koncertów takich gwiazd jak Coldplay czy Prince?)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A teraz &lt;b&gt;HITY I KITY &lt;/b&gt;koncertowe. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Hit 1.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście - Coldplay.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener13.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener13.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czekałam na to kilka miesięcy, odkąd tylko dowiedziałam się o ich występie w Gdyni. Było f a n t a s t y c z n i e ! ! ! Zaśpiewali chyba wszystkie największe hity, łącznie z "Yellow", "Green eyes", "The Scientist" czy "Fix you" + oczywiście "Every teadrop is a waterfall". Mega, mega, mega! Ludzi było multum, nie udało nam się dopchać bliżej, ale to nie miało żadnego znaczenia. Atmosfera koncertu docierała na same brzegi tłumu zebranego pod sceną i gdy tylko zaczęli grać, nic więcej nie miało znaczenia. Amazing.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/Zdjcie0130_001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/Zdjcie0130_001.jpg" width="479" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Hit 2.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;The National&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener07.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener07.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zespół ten odkryłam przygotowując się do Open'era - nie znałam większości wykonawców, więc postanowiłam przesłuchać po kilka piosenek każdego zespołu, żeby nie przeoczyć żadnej perełki. The National urzekło mnie przede wszystkim tą piosenką:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/KehwyWmXr3U/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KehwyWmXr3U&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/KehwyWmXr3U&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest niesamowita, głos wykonawcy... cudowne, naprawdę. Koncert był na równie wysokim poziomie. Grali przed Codplay, ale nie dali po sobie poznać, że są "tą mniejszą" gwiazdą niż występujący po nich Brytyjczycy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Hit 3.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;The Asteroids Galaxy Tour&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener06.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener06.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny zespół odkryty przypadkiem, który jednak, jak się okazało, już znam. Na pewno fani Gossip Girl poznają piosenkę &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=nQIXzLsJS9s"&gt;"Hero"&lt;/a&gt;&amp;nbsp;czy "Lady Jesus":&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/cpiQzeapBaA/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cpiQzeapBaA&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/cpiQzeapBaA&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Piwosze zaś powinni kojarzyć&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=On6U-kQGBcA"&gt;"Golden age"&lt;/a&gt;. Także zupełnie przypadkiem trafiłam na lubiany przeze mnie zespół, który pochwalić się może jeszcze kilkoma naprawdę dobrymi kawałkami. Na Open'erze zrobili mi niespodziankę i zaśpiewali jeszcze jeden kawałek - cover ukochanej piosenki, która idealnie poprawia humor: &amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8v-mLjzQEpo"&gt;"Safety dance"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Hit 4.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kate Nash&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener08.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener08.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do jej piosenek, podobnie jak w dwóch poprzednich przypadkach, starałam się przekonać przed Open'erem, jednak nie tak skutecznie. Owszem wpadło mi w ucho kilka utworów, ale na koncert szłam już tylko z braku laku - w tym samym czasie nie grał nikt bardziej zachęcający. I dopiero tam, na Tent Stage, pod tym wielkim, jakby cyrkowym namiotem doceniłam tą energiczną, rudowłosą Brytyjkę. Na koncercie panowała tak niesamowita atmosfera, że każdy kto tu przebywał mógł poczuć energię przekazywaną przez wokalistkę. Zespół składał się z samych kobiet, jako że Kate to zagorzała feministka, i po raz kolejny przekonałam się, że kobieta to znaczy siła. :) Stąd od Open'era utwory Kate Nash na stałe zagościły na mojej playliście, a moją ukochaną chyba piosenką jej wykonawstwa jest &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Qf4Ea59Uods"&gt;"Merry Happy"&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Hit 5.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;James Blake&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener05.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="338" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener05.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;W skrócie - jeśli któraś z Was będzie kiedyś miała ochotę zakochać się w jakimś wokaliście, to niech wybierze sobie na obiekt westchnień właśnie James'a. Jest cudowny, a co rzadko się zdarza - jego cudowność idzie w parze ze świetną muzyką i talentem. Jego muzykę charakteryzują bardzo niskie brzmienia, więc podczas koncertu na Tent Stage cały namiot drżał od basu, tak że czasem uszy bolały. Ale muzyka jest naprawdę dobra, może niektórym wyda się usypiająca, ale głos Blake'a mnie osobiście zahipnotyzował.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener11.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="384" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener11.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Hit 6.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Brodka&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener03.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="478" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener03.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koncert Brodki to jeden z tych nielicznych na tegorocznym Open'erze, na który czekałam niecierpliwie i bardzo się cieszyłam (pozostałe zespoły były jedną wielką niewiadomą, mimo mojego rozeznania w temacie). Pech (czy też może fart) chciał, że w czasie jej własnie występu miała miejsce największa ulewa całego festiwalu. W końcu jednak dochodzę do wniosku, że być może właśnie warunki atmosferyczne sprawiły, że tak dobrze go wspominam. Im więcej instrumentów siadało z powodu zalania, tym lepiej bawiła się publiczność i chyba sama Brodka. Jakimś trafem deszcz zacinał dokładnie w stronę głębi sceny, więc z minuty na minutę na telebimie widać było coraz to większe kałuże. Tym bardziej spodobała mi się postawa Moniki, która za nic miała sobie zagrożenie wypadkiem, gdy skakała na swojej przemoczonej trampolinie, czy wszechobecną wodę, która mogła doprowadzić do zwarcia. Wszyscy bawili się świetnie, a gdy jedynym działającym instrumentem na scenie okazała się zwykła gitara akustyczna + akompaniament tamburynu, padły słowa "a capella, chuj!" i zabawa stała się jeszcze bardziej przednia. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To moje największe hity, tak sądzę. Do bardzo udanych zaliczyć mogę także:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;a) Hurts&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener12.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener12.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;b) i The Wombats&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener10.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener10.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tyle hitów. Pora chyba najwyższa na kity? Open'er ma jednak to do siebie, że gdy coś zapowiada się na kit, w tym samym czasie gra kilka innych wykonawców, więc kity się po prostu omija. :) Jednak koncertu Prince'a czy M.I.A. ominąć nie wypadało, a jednak okazały się dla mnie zupełnie nieciekawe. Na Prince'a poszłam, bo wypada - taka gwiazda u nas, trzeba iść. Stałam w tłumie kilkanaście minut, by w końcu wspólnie ze znajomymi uznać, że może i wypada, ale szkoda czasu na jego koncert. Miałam tego farta, że pod koniec grał "Purple rain" (jedyny kawałek, który lubię z jego twórczości), a wtedy akurat byłam nieopodal, więc razem z kilkusetnym tłumem ruszyłam pod scenę wysłuchać jego największego hitu. :) M.I.A. natomiast rozczarowała chyba wszystkich - z relacji innych, z recenzji w gazetach i innych przekazów wiem, że tak dobrze zapowiadający się koncert był strasznym niewypałem. Podobnie jak z Prince'm, miałam farta i trafiłam na największy przebój - "Paper planes", więc moja jedyna potrzeba została zaspokojona. :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener09.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i77.photobucket.com/albums/j46/fossak/opener09.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I to by było na tyle odnośnie Open'era. Pewnie jest sporo do dodania, ale już tego Wam oszczędzę. :) Nie chcę też wyręczać AlterArtu w działaniach marketingowych, niech mają na co wydawać tą fortunę za bilety (w końcu na festiwalu bawiło się dobrych kilkadziesiąt tysięcy ludzi). Za rok, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, po raz kolejny zawitam na kosakowskim lotnisku, bo co jak co, ale Open'er jest wart poświęconego czasu czy nawet tych pieniędzy.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;PS. Wkrótce relacja z CLMF - taka się ze mnie zrobiła światowa dziołcha, a jak!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;PS2. Byłam dziś na "Północy w Paryżu"...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;PS3. Ciekawostka na koniec - notkę zaczęłam pisać ok. 13:00, kończę o 21:19 - wow! Nie ma to jak przebudowa Węzła Karczemki i nieustanne przerwy w dopływie prądu! Tak to jest u nas, na wsi. ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-2619014895907729443?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/2619014895907729443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/silly-sense-of-love-and-youth.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/2619014895907729443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/2619014895907729443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/silly-sense-of-love-and-youth.html' title='A silly sense of love and youth'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3267206968039923169.post-7495072827747857371</id><published>2011-09-03T20:04:00.001+02:00</published><updated>2011-09-03T20:04:51.341+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='info'/><title type='text'>Do you think about me now and then? Cause I'm comin' home again...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie zabrzmi to przyjaźnie, lecz idealnie pasuje do zaistniałej sytuacji - &lt;i&gt;"Czas na odważne decyzje" &lt;/i&gt;(także tego...). O założeniu blogspot'a myślałam już od jakiegoś czasu, ponieważ po przetestowaniu oferowanych tu opcji długo nie mogłam wyjść z podziwu. Jednak Google to Google i nawet fotologowi, którego niegdyś tak sobie ukochałam (wydawał się taki nowoczesny i jak na &lt;i&gt;tamte czasy, &lt;/i&gt;czyli rok 2006, był to najlepszy serwer blogowy) trudno było przesłonić zalety Bloggera. Jednak cały czas szkody było mi tak po prostu porzucić starą stronę na rzecz zupełnie nowej, dlatego wciąż uparcie opierałam się modzie na blogspot'a. Aż do wczorajszego popołudnia, kiedy przeglądając swoje konto Google wpadłam na rozwiązanie idealne - przecież blogi te można by połączyć ze sobą! Lampka się zapaliła w głowie i niemal przypaliła mi czaszkę od wewnątrz od ilości pomysłów, jak wprowadzić w życie tą &lt;i&gt;brilliant ideę. &lt;/i&gt;Od razu poszła w ruch wyszukiwarka - "import bloga". Jest! Cała w skowronkach, już obmyślałam nazwę dla bloga itd. itd... O dziwo całkiem łatwo mi to poszło, bo gdy kiedyś sprawdzałam dostępność wybranych adresów WSZYSTKIE były zajęte... Co było tym bardziej niesamowite, że propozycje loginów brałam... z tekstów piosenek (były to całe wersy czasami), a jednak zasięg Blogger'a jest tak szeroki, że wszystkie domeny były już zajęte.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem pomyślałam o rozwiązaniu najprostszym i, ku mojemu zaskoczeniu, możliwym. Takim sposobem powstała witryna &lt;i&gt;haniape.blogspot.com &lt;/i&gt;. :) Niestety po głębszej analizie możliwości nowego adresu okazało się, że import archiwum z fotologa nie jest możliwy (nawet Google czasem wysiada ze swoimi opcjami), ale klamka już zapadła (a podlinkowanie archiwum z poprzedniego bloga do rzeczy najtrudniejszych nie należało).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle kwestii wstępu, jako że krótkie wyjaśnienie chyba się należało. :) Następny wpis będzie już w starym (dobrym?) stylu, promise! Tymczasem życzę udanego sobotniego wieczoru (a rozpoczynające się dzisiaj kolejne edycje programów rozrywkowych pewnie okażą się w tym bardzo pomocne :P) i do następnej notki. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/LQ488QrqGE4/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/LQ488QrqGE4&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/LQ488QrqGE4&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3267206968039923169-7495072827747857371?l=haniape.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://haniape.blogspot.com/feeds/7495072827747857371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/do-you-think-about-me-now-and-then.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/7495072827747857371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3267206968039923169/posts/default/7495072827747857371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://haniape.blogspot.com/2011/09/do-you-think-about-me-now-and-then.html' title='Do you think about me now and then? Cause I&apos;m comin&apos; home again...'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17403510653261707499</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/-OM_XD8W_xho/TmNl9ynhATI/AAAAAAAAF-s/JoRa88QnjZQ/s220/cracow11.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Gdańsk, Polska</georss:featurename><georss:point>54.35202520000001 18.64663840000003</georss:point><georss:box>54.26591570000001 18.385385900000028 54.438134700000006 18.90789090000003</georss:box></entry></feed>
